Popularne posty

sobota, 28 lutego 2015

"Rozmowy o kawie" - jednoaktówka bez morału;)


Cztery pokolenia kobiet.  Duży stół na środku pokoju. Wokół stołu biega Pok. nr 4. Przy stole siedzi Pok. nr 2 i Pok. nr 3. Na fotelu siedzi Pok. nr 1 i robi na drutach żakiet dla Pok. nr 4.
Pok. nr 3: Napiłabym się kawy, bo mam ochotę, ale nie. Rozumiesz?
Pok. nr 2: Nie, nie rozumiem.
Pok.nr 1: Ja rozumiem. Ja też tak mam - chcę, ale wiem, że nie.
Pok nr 4 (wrzeszcząc): Kawa! Kawa!! Kawa!!! Kapucino z pianką i bitą śmietanką!!! Śmietanka!!!! Śmietanka!!!! Kawusianka!!!
Pok. nr 3: A może jednak mi nie zaszkodzi...
Pok. nr 2: A może ciśnienie sobie najpierw zmierzymy...
Pok. nr 1: Kawa jest w szafce, mnie na pewno nie zaszkodzi, a wy dostaniecie po pół.
Pok. nr 3 i nr 2 wstają i idą nastawić ekspres. 
Pok nr 4 (wrzeszcząc): Kawa!! Kawa! Kawa!! Kawa!!! Kapucino z pianką i bitą śmietanką!!! Śmietanka!!!! Śmietanka!!!! Kawusianka!!!

środa, 18 lutego 2015

Kret, siku i kombajn;)

Humor mam wisielczy. I stan podgorączkowy. I miałam, kur%$#@!, dzisiaj kłusem anglezowanym sobie popylać, a siedzę w chacie i brakło mi chustek do nosa... 
Nie mam ochoty pracować, choć "muszę się zmusić", bo terminy nie poczekają, aż mi przejdzie katarek;) I kaszelek;) Księżniczka marudna, antybiotykoterapia ją wykańcza, podobnie jak nas... dziś losowaliśmy, kto przynosi węgiel do chaty, padło na Księcia Małżonka - przyniósł dwa wiaderka, pół godziny zdychał... Zakupiłam sobie fajną książeczkę na kundla, ale zabiorę się do niej "w nagrodę", jak cosik popchnę...
Póki co - zajrzałam do wyszukiwarki, bo to mi zawsze poprawia humor, i tym razem podziałało;)

Oto, czego ludzie szukali, a trafili do Kretowatej;)))

Ortografia oryginalna;) Da się wyodrębnić kilka "grup tematycznych":

1. bieliźniana i outfitowa

"damska bielizna na drzewach"
"jak uszyć szlafmycę"
"sikam w majtki"
"siku w spodnie"
"kozy-przebierańce"

2. literacko-językoznawcze:

"Smutno mi, Boże, bo pizgo na dworze"
"białoszeski obsię"
"gemela czy gimela"

3. dział celebrycki:

"Giulietta Masina - wzrost"
"Ewa Wachowicz Goła"
"jakim kombajnem jeździł Stasiu z Rolnik szuka żony"
"Martinowie w Polsce"

4. budowlane i makgajwerowe:

"jak samemu wymienić żarówkę"
"jak wyciągnąć pierścionek ze zlewu"
"co można skleić kropelką"
"czahy odjazdowe rysunki"

5. z Kretem w tle:

"kret podmórówka"
"kret wzbudza moje zaufanie"
"Kretowata nie byłem"

6. varia:

"cipuchny"
"sikanie w przedziałach pociągu"
"zabawa w remizie"
"pląsawica u psa"

Materiał jest arcyciekawy. Należy go poddać szerokiej i wielopoziomowej analizie, a niewykluczone, że i uporządkować inaczej (trop oddawania moczu!)
Nie będę teraz myśleć o tym, jakimi drogami chadza ludzka wyobraźnia, a trafia do mnie,bo nie mam na to siły, ale kto zdrów, tego zapraszam do chwili refleksji;))) 

poniedziałek, 16 lutego 2015

Ferie - mocne wejście;)

"Jak z przytupem zacząć ferie?" - zamyśliła się Księżniczka okrutnie (żeby był przysłówek)... 
No i wydumała. Prawie czterdzieści stopni gorączki, zarwane dwie nocki, kaszel obrywający oskrzela i nici z wyjazdów planowanych przez kilka miesięcy;) Suuuper;) Do tego w bonusie: zarażenie Mamy i Taty.
Nie ma co - wszyscy ludzie w tym domu się posypali, zdrowy tylko pies;) A jakie ma wielkie oczy: "Nie chcesz się bawić ze mną? ZE MNĄ nie chcesz się bawić??? To chociaż daj jeść, co?" 

Cała okolica zapowietrzona, u lekarza tłumy, w aptece brak leków, wszyscy czekają aż dowiozą po południu... Pogotowie śmiga tu i tam, jakby się unosiło w powietrzu. A to nic takiego. To tylko ferie przyszły. I podobno zwiastują wiosnę;))))) 

A żeby nie było tak źle i pesymistycznie, właśnie się dowiedziałam, że ktoś zostanie Mamą;) To co? Nie powiemy, jak to jest, nie? Niech sama zobaczy, nie? I tak nie uwierzyłaby... 

Póki co - życzę uniknięcia epidemii, bo grypa w ciąży bywa wyjątkowo paskudna. No i dużo radości z oczekiwania na Wielki Dzień;) Potem już nic nie będzie takie samo;) 



PS. Jakże się cieszę, że Księżniczka ma już tyle lat, a nie np. tydzień albo dwa miesiące, albo dwa lata - o nieba!!!

czwartek, 12 lutego 2015

Zagrajmy w "swifty"!

Z powodów poniekąd zawodowych czytam teraz dużo o pisaniu, zamiast pisać;)
Czytanie o pisaniu ma wiele zalet - nie trzeba w tym czasie pisać;) Za to trzeba zaraz potem;)
Potem trzeba pisać o czytaniu, a często trzeba pisać o czytaniu o pisaniu. Jeśli więc udaje mi się wyrwać z tego zaklętego kręgu, wtedy piszę sobie "głupoty";) Bo staram się jednak głupot nie czytać.
Chyba, że są to "głupoty" napisane o pisaniu;)
Ostatnio zatem czytam książkę Stevena Kinga (jako żywo czytałam raz, w ósmej klasie jego "Miasteczko Salem") o pisaniu. Czyli zbieram materiały, żeby nie było, że głupoty i pustoty mi w głowie;)
I tam znalazłam świetną grę w zakresie posługiwania się przysłówkami w składni atrybucji dialogu - no rzecz jest po prostu rewelacyjna i ma duży potencjał;)
Nazywa się "gra w swifty". Już wyjaśniam.

(King nie znosi przysłówków. Ja nie znoszę zaimków, każdy czegoś tam nie znosi...)

Tom Swift to bohater serii powieści przygodowych dla chłopców autorstwa Victora Appeltona. Ów Appelton tworzył konstrukcje typu:

"Rób co chcesz - zawołał odważnie Tom"
"Mój ojciec pomógł mi z tym równaniem - powiedział Tom skromnie"

King wspomina, jak bawił się w to z zapałem z kolegami z klasy, tworząc:
"Jest pan cukrzykiem - powiedziała słodko"
"Masz ładne oczy - rzucił rzęsiście"
Nazywane właśnie "swiftkami"...

Łapiecie już , o co kaman?

Zapodaję pierwszych kilka "swiftek":

"Nie podchodź! - krzyknęła wyzywająco"
"Pana pies ma wściekliznę - wywarczał gardłowo"
"Rzuć broń! - szepnęła uwodzicielsko"
"Ta drukarka jest zepsuta - oświadczył radośnie"
"Mleko skwaśniało!" - krzyknęła uradowana"

Kto ma pomysł???
"Teraz muszę spadać pisać, ale wrócę - rzuciła lekko Kretowata i znikła"

wtorek, 10 lutego 2015

Kretowata i operetka;)

Niedawno całkiem Moja Kochana Babcia obchodziła urodziny. A że o wieku dam milczy się i kropka, powiem tylko, że tort był pyszny, a świeczka tylko jedna. (W sekrecie dodam jednak, że Babci do setki zostało naprawdę niewiele;)))) - choć NIKT w to nie wierzy, nawet jej własny lekarz;)))
Znam Babcię - całe życie, aż do matury z nią mieszkałam - wiem więc, że wielką pasją Babci, oprócz nałogowego robienia cudeniek na drutach i rozwiązywania jolek, jest... operetka! Opera też, ale mniej, natomiast te Straussy, Lehary, Offenbachy i Kalmany - Babcia nie tylko zna, ma na płytach, uwielbia i rozróżnia (sic), ale także widziała prawie wszystkie na scenach rozmaitych teatrów muzycznych. Ale - dawno nie był na żadnej operetce;)
Gdy więc dowiedziałam się, że w operze w Poznaniu będzie koncert Grażyny Brodzińskiej i Jacka Wójcickiego, a w programie operetkowe szlagiery - wiedziałam już, co Babcia dostanie od nas w ramach prezentu. Wręczone bilety Babcia otaczała nabożna opieką cały miesiąc, kupiła sobie nowy żakiet i - wczoraj był ten wielki wieczór!!! Dostąpiłam zaszczytu pójścia z Babcią, jako Jej kierowca i dame de compagne;)
Średnia wieku na widowni - nieco "senioralna";) - byłam chyba "dość najmłodsza", chociażem już nie młódka;) Ale na scenie!!! Scena poza czasem i przestrzenią!!!
Jacek Wójcicki jest zdecydowanie w jakiejś niszy i utrata formy Go tam jeszcze nie wypatrzyła, natomiast Brodzińska... nie wiem, ile ma lat, wikipedia na pewno kłamie, gdyż widziałam Ją i słuchałam Jej wczoraj i... wygląda co najmniej na jakieś czterdzieści mniej!!!
Operetka to nie moja bajka (ja z "Operetek" tylko Gombrowicza lubię), zatem pierwsza część koncertu była dla mnie nowością i minęła mi w takt czardaszy, walczyków i duetów (z których jeden śpiewali wszyscy z Grażyną Brodzińską), nauczyłam się i ja - to ten:


Ze wszystkich znanych nie było chyba tylko nic z "nietoperza, który się mścił", ale ja się za słabo znam na temacie... Muszę zapytać Babci;)
Druga część za to była "dla hobbitów", którzy - jak powszechnie wiadomo - lubią tylko to, co znają;) Czego tam nie było: I "W małym kinie", i "Ach, śpij kochanie..." i "Umówiłem się z nią na dziewiątą" i "Już nie zapomnisz mnie...", "Miłość ci wszystko wybaczy..." i szlagiery Franka Sinatry, "Moon River" i cale morze innych! Były przeboje Piwniczne i Lwowskie, paryskie tanga, ukochana przez Babcię "Granada" i szlagier ze "Skrzypka na dachu" - no wszystko;)))
Publiczność bawiła się fan-ta-sty-cznie!!!! Wszyscy klaskali, śpiewali, kołysali się i współpracowali jak się należy!!!! W życiu nie podejrzewałam, że popłaczę się ze śmiechu na "Całuję Twoją dłoń, Madame";)))
A gdy na bis (!!!) zabrzmiało "Time to say goodbye" - nikt nie chciał się z nikim żegnać! Bisy były jeszcze dwa!!! A na koniec cały Teatr Wielki w Poznaniu zaśpiewał Jackowi Wójcickiemu "Sto lat", bo dziś ma imieniny;) Było już dobrze po 22-iej gdy opuszczałyśmy operę, choć wszyscy chętnie by zostali i całą noc, gdyby tylko artyści wciąż śpiewali;) I tańczyli!!
Grażyna Brodzińska przebierała się podobno osiem razy (Babcia liczyła), wszystkie jej stroje były co się zowie "sceniczne" - z godetami, trenami, falbanami, błyskotkami i dekoltami, były etole futrzane i papieros w długiej lufce! Wójcicki za to w jednej marynarce cały wieczór koncertowo bywał to sobą, to Chaplinem, to Rudolfem Valentino i śpiewał, śpiewał, śpiewał...
Publiczność była zachwycona!!! Babcia też!!! Jej radocha i to, jak mnie wyściskała na schodach po koncercie - bezcenne;)))
Pięknie dziękuję Operetkowym Artystom za tak udany prezent;)) Jubilatka jeszcze śpi;)

niedziela, 8 lutego 2015

Widmo Kreta znów krąży nad światem...

Pamiętacie Widmo Kreta???

http://wiejskoczarodziejsko.blogspot.com/2013/01/widmo-kreta.html

Dzisiaj widziano je znów w Wielkopolsce. 



Poruszało się z psem, jak prawie zawsze. Robiło dużo hałasu i przeklinało śnieg! 
Widmo Kreta chciałoby zimę skrócić , ale nie jest w stanie, więc jedyne co robi - to ukazuje się tu i tam... Ja nawet wiem, gdzie ukaże się jutro... 
Nie jest bezpiecznie zobaczyć Widmo Kreta - ludzie, którzy je widzieli twierdzą, że teraz ich życie nie jest takie samo... Widmo Kreta burzy ustalone porządki, łamie stereotypy, wprowadza dziwne wibracje. Jest nieprzewidywalne. Jak to Widmo. Bywa drastycznie konserwatywne. Lub w niekontrolowany sposób awangardowe.
Gdy jest z psem - powiadają, że trzeba w piecu napalić i upiec nieco świeżego chleba - wtedy się "odczyni". Gdy bez psa - jeszcze gorzej - kawy naparzyć  z przyprawami, herbaty z imbirem, pić powoli, dużymi łykami. Gdy do tego gada do siebie - z pewnością zaklęcia mamrocze - w takim razie nie pomoże nic prócz ciepłego szala i książki... Nie zapatrzcie się zbytnio - gdy się komuś przyśni grozi mu - ło matko!!! Lepiej nie mówić głośno!

czwartek, 5 lutego 2015

Inspiracja;)

Wczoraj szukałam potrzebnej mi pilnie książki - bezskutecznie. W nocy szukał jej Książę Małżonek, znalazł. W razie czego wypisuję mu rewers, a on w nocy realizuje;) Duże lepiej orientuje się w zasobach i ich układzie, ja jestem zupełnie bezmyślnie przyzwyczajona do tego, gdzie "zawsze stały". Pamiętam na przykład, że ta właśnie książka stała długie lata w pokoju mojego Siska u rodziców... Niestety, kilkanaście lat temu zmieniła miejsce pobytu i od tamtego czasu już nie wiem, gdzie jest;)
Zrobiłam ostatnio regalik na buty i akcesoria jeździeckie, po czym w ciągu piętnastu minut wypełniły go książki i papierzyska, a buty i jeździectwo dalej zalega w korytarzu na kupie...
Od kilku lat zdarza mi się regularnie wypożyczać książki, które mamy w domowej bibliotece, mało tego - kupuję je! Ostatnio dwie podarowałam Siskowi, bo Książę stwierdził: "Przecież to już mamy";) Żeby było weselej - kupiłam mu je na gwiazdkę;)))
Wydaje mi się, że nie jest tego tak znowu dużo, wciąż nasz
 księgozbiór jest mniejszy niż wiele księgozbiorów naszych znajomych, muszę jednak stwierdzić, że jest też jednym z mniej uporządkowanych.
Częściowo dlatego, że ja regularnie robię w nim bałagan i "nie odkładam książek na miejsce", jak tonem nieodżałowanego Pana Zbyszka z BU mawia Książę Małżonek (wiadomo nie od dziś, że książka przestawiona =  książka zagubiona), częściowo dlatego, że mamy szalenie mały domek, do którego znosimy kolejne tomy jak pozbawione mózgu stworzenia, które myślą, że stare chałupy są rozciągliwe. Od czasu do czasu kupuję przez internet żeliwne wsporniki i montuję nowe półki - co pomaga doraźnie, na jakieś 15 minut, i zawsze kończy się wojną domową! Bardzo też chwalę sobie kundla, bo mam już tam pół setki książek, które w ogóle nie pożerają mi przestrzeni!
A pozbyłam się już zasobów czasopism i gazet - wszystkie wywiozłam do przystajennej knajpy. Tam przydają się bardzo, a u mnie nie zabierają już miejsca.
Jednakowoż bardzo, bardzo "obawiamsięalechciałabymjednak", żeby mój domek wyglądał tak, jak domki w filmikach - jedno wnętrze krajowe, drugie - zagraniczne. Ot, taka inspiracja na weekend;)
Zachęcam do obejrzenia całości, choć już pierwsza część filmiku daje pojęcie o "wykreowaniu przestrzeni", o jaką mi chodzi;)


A drugi dom - amerykański - nie chce załadować się na YT, a tam najbardziej podoba mi się to, jak Jonatan zaprasza do siebie i mówi, że ludzie, którzy mają więcej pieniędzy i myślą bardziej konwencjonalnie niż on, mówią mu od lat: "zrobiłbyś coś z tym domem!" - a on mieszka tam już tyle lat i... jeszcze niczego nie zrobił;))) To tak jak u mnie - moja chałupa też najbrzydsza, jak wiadomo;)
W tym filmiku, który wszedł na bloga, jest tylko jego gabinet, ale daje pojęcie o reszcie;))
Dla zainteresowanych - link na YT do reszty - ujął mnie emerytowany przedterminowo nówka płaski telewizorek obstawiony fotografiami i obrazkami;))):
 https://www.youtube.com/watch?v=9GNlOIQPt8I


PS. A tu piszę o mojej najbrzydszej chałupie:
http://wiejskoczarodziejsko.blogspot.com/2013/08/mieszkam-w-najbrzydszym-domu-na-wsi.html

wtorek, 3 lutego 2015

Prezent od Mnemo;)


Dostałam wczoraj od Mnemo i postanowiłam upublicznić, żebyście i Wy mieli uciechę;)))
To jest tak straszne, że aż śmieszne, i na odwrót:

Dobranoc, Kochani;)))
Kret;)

poniedziałek, 2 lutego 2015

Opowiadanie na poniedziałek...

Wyłączyła wszędzie światło i właśnie miała kłaść się spać, gdy przypomniała sobie, że musi jeszcze zajrzeć do łazienki i sprawdzić, czy dokręciła kran. Nic tak nie przeszkadzało jej w zasypianiu, jak regularne, powolne, kapanie z kranu, które - mimo ściany i zamkniętych drzwi, doskonale słyszała w sypialni. Odkąd przeszła na emeryturę sypiała znacznie gorzej.
Mimo panującej wszędzie ciemności weszła do łazienki i wprawnym ruchem złapała za kurek. Spod rolety wydobywało się światło pełni księżyca, które tej zimowej nocy było tak jasne, że nawet niewielkie szpary między zasłoną a ramą okna kładły na podłodze wyraźne smugi. 
Gdy tak patrzyła na nie przez chwilę, wydawało się jej, że coś przemknęło przez jedną z nich, jakby ktoś przebiegł za oknem. Znieruchomiała wystraszona tym nagłym wrażeniem. Była pewna, że coś jej się tylko wydawało. Dokręciła zatem jeszcze raz kran i już miała wychodzić, gdy jakiś ciemny cień wyraźnie zarysował się na jasnej rolecie łazienkowego okna, a jasne smugi na podłodze zniknęły. 
Serce podeszło jej do gardła, gdy uświadomiła sobie, że stała boso, jedynie w nocnej koszuli, w drzwiach do łazienki, podczas gdy za niskim oknem ewidentnie ktoś czaił się w sobie tylko wiadomym celu. 
Najciszej jak umiała cofnęła się do korytarza, sięgnęła po leżący pod lustrem telefon i skradając się, wróciła do łazienki. Cień zniknął, a podłogę znów znaczyły jasne smugi światła księżycowej pełni. "Starzeję się" - pomyślała wbrew zdrowemu rozsądkowi, który podpowiadał jej, że to, co przed chwilą widziała, nie było złudzeniem. Z telefonem w zaciśniętej dłoni powoli weszła do sypialni, położyła się do łóżka i starała się wcale nie poruszać, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie.
Nie wiedziała jeszcze, że poranek i dzień, który po nim nastąpi odmieni jej życie i nic już nie będzie takie samo.

Ciąg dalszy nastąpi wtedy, gdy go sobie dopiszecie;) Kto zaczyna?

sobota, 31 stycznia 2015

Manowce, oj, manowce;)))

Manowce czyhają... wszędzie - czasami mam wrażenie, że nie ma nic, prócz... manowców;))) od wczoraj - jakby nie iść, ląduję na manowcach...
Miałam iść do biblioteki po pracy - ale - spotkałam kogoś, skończyło się w kafejce - och... manowce.
Gdy zatem, taszcząc w torbach nietknięte kniżki, z trudem brnęłam na pociąg, obiecywałam sobie, że poczytam, że zacznę już w pociągu - ale... zasnęłam... manowce.
A u mnie na wsi, manowce są wszędobylskie: to poprawić, tamto zamieść, tu pozmywać, tam posprzątać, z dzieckiem  lekcje nadrobić, bo nie było w szkole tydzień (zapalenie ucha)... a robota wrzeszczy - manowce...
Słodyczy nie jeść, alkoholu nie pić - ale jak, skoro dzisiaj dzwoni Sumsiotka, że upiekła pączki (!!!!!) i czeka, a w takich razach Sumsiot wyciąga z szafki koniaczek... manowce...
A miałam iść pobiegać...
A miałam popracować...
A miałam poczytać...
A miałam...
A w doopę!!! - bo "umarło tylu, tylu, tylu" - zapewne w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, więc choć noc nie dżdżysta, a apaszkę ostatnio zgubiłam na rowerze, niosę swój grzeszny garb w stronę mgławicowych sióstr i - choć daaawno tego nie robiłam - zapuszczam na pełny regulator SDM (to trudna miłość: ja i oni, od czasów wiecznych łazisk po beskidzkich szlakach, a im dłużej się łaziło, tym miłości były trudniejsze;). Aż Książę Małżonek wychodzi z łazienki zadziwiony i pyta: "Co ci się stało???"
- "Ano - zbłądziłam na manowce" - mogłabym w sumie stwierdzić zupełnie szczerze. I zaraz potem dodać, żeby nieco sprowadzić nastrój ku ziemi: "I zajebiście!"
Ile razy ktoś specjalnie dla was upiekł pączki??? Ile razy ktoś z drugiego końca świata spontanicznie poszedł z wami na pogaduchy?? Ile razy zamiataliście duży pokój obiecując sobie, że to "ostatni raz", kiedy daliście psu drewno rozpałkowe do zabawy??? Ile razy słuchaliście Sąsiada, który wspominał, jak to prowadził z siodła korowód dożynkowy??? No ile???
I ile razy wlokąc się ostatkiem sił na pociąg, który miał was zabrać z miasta na weekend, słyszeliście TĘ PIOSENKĘ w przejściu podziemnym, śpiewaną przez gostków z gitarą, którzy jako żywo przypominali waszych dawnych "gostków z gitarami", i słyszeliście ten sam "zawodzący śpiew"?
No ile???
Zawsze za mało.
Bo, kurna, manowce są piękne, manowce są cudne - życie bez nich nie ma sensu - i tego się trzymajmy;))

Cudnego manowcowego weekendu!!!