Popularne posty

piątek, 22 maja 2015

Przy Kretowatej - uważaj, co mówisz;)

"Ok, ok, pomogę Ci rozładować cegłę, żeby nie było..." - powiedział dwa dni temu Książę Małżonek w nadziei, że odczepię się i zapomnę;) A tu - tadaaaaamm...



Paleta cegły raz, na wynos;) I do tego kilka woreczków cementu, kilka woreczków czegoś tam jeszcze... Solidarnie, po 50 %, rozładowane.
Reszta - to już moja broszka;) Zakupione rękawiczki czekają na to, kiedy je włożę... Oby pogoda mi sprzyjała w kolejne weekendy! Juhuuu!!! Sezon budowlany uważam oficjalnie za otwarty!!!

wtorek, 19 maja 2015

Podwórkowa archeologia

Myślałam, że moje podwórko nie ma dla mnie już żadnych tajemnic... Jakże się myliłam... Okazało się, że tak zwykła czynność, jak wykopywanie rowka pod żywopłot może skończyć się poważnymi pracami archeologicznymi i zablokować sadzenie na dwa dni;)
Oto, co odkryłam, całkiem płytko, na głębokości jednego szpadla zaledwie:


Składowisko szkła: stary żyrandol, zastawa w fioletowe kwiatki, buteleczki z lakierem do paznokci (!!!), buteleczki po lekarstwach, po oranżadzie (z krachlami!), mnóstwo gwoździ i sprężynek od słoików;) Akcja wyjmowania trwała całe popołudnie, a Księżniczka podstawiała kolejne wiadereczka...
W związku z tym posadziłam tylko połowę - ale w końcu się udało i nawet zamontowałam prowizoryczne anty-Krucze zabezpieczenie, póki co - działa;)


Nie wiem, kto był na tyle bezmyślny, żeby szklaną i ceramiczną stłuczkę zakopać sobie przy bramie - nie wnikam... Grunt, że większości już tam nie ma... Choć pewnie pojedyncze egzemplarze jeszcze zalegają;) jak sobie przypomnę, że Księżniczka od kilku lat zaiwaniała tam boso, a pies kopał sobie swobodnie dziury - krew mi się ścina...

piątek, 15 maja 2015

"W chacie duszno, w chacie nudno..."

Ach! Wszystko prawda, oto zatem, co mi gra dziś w duszy! Skończę to, co skończyć muszę, klasnę w dłonie, włożę "wieniec z rokiciny" i dalej... A choć śpiewać nie potrafię za nic, na szczęście są na świecie tacy, którym to wychodzi;) Słowa - Konopnicka Marysia - niedoceniana i niepoznana, a szkoda, bo laska z jajami była;)
No powiedzcie, czy to nie wspaniała pieśń? W ogóle bardzo lubię Niewiadomskiego;)
PS. Przyszły kuriery z pnączami, żywopłot, truskaweczki pnące i cuda-wianeczki inne;) Zimno. Boso dzisiaj odpada;) Ale za to "w własnej bieli" - bardzo proszę;)



Pod tumanem przez dzień cały
Latawica w jarach leży;
Nocą tańczy, nocą śpiewa
I rozkwita, jak kwiat świeży.
Na zroszonej tańczy trawie,
Wabi śmiechem i pustotą,
A nad głową w ręku trzyma
Brzękające z tęcz rzeszoto…
Latawica lnu nie sieje,
Lnu nie sieje, lnu nie przędzie,
Tylko w własnej chodzi bieli,
Jak po łące te łabędzie.


wtorek, 12 maja 2015

Naznaczone...

O tym, że ja jestem naznaczona - wiem. Ale żeby moje dziecko? A jednak.

- Mamo, mogę wziąć te cegły do zabawy? Chcę sobie zbudować przeszkodę na wyścigi... Juhuuu, mogę, mogę!!!....

Może:


Może:


Może ona ten remont dokończy;)
PS. "Mamo, a jak przyjedzie następny transport cegieł, będę mogła sobie wziąć trochę więcej?" Będzie mogła, co tam;)

poniedziałek, 11 maja 2015

Kretowata była wczoraj u...

Hany, naturalmente;)))
Gdakałam jak najęta!!! Dziwne, że Gospodarze to przeżyli;)
Napasiono mnie pysznymi warzywami z pieca, plotkowałyśmy o blogowaniu i nie tylko, a skończyło się tak, że Ogniomistrz miast zasiąść do pracy (odgrażał się co chwila, że już musi iść;) został, a my wróciłyśmy tak późno do domu, że Księżniczka poszła prosto spać;) Jak ja lubię do Nich jechać;) Ale zapomniałam mnóstwa ogrodniczych rzeczy, więc Hana musi do mnie zawitać teraz - akurat odbierze sobie ceratkę;)
Zanim zniknę w mieście, wrzucam jedno - dość nieudane zdjęcie - na dowód;) Zrobione na cito przed samym wyjazdem, bo kto by tam robił zdjęcia w czasie spotkania na szczycie;)

Pozdrawiamy;)

sobota, 9 maja 2015

Weekendowe szaleństwo majowe!

Majowe weekendy są jeszcze tylko cztery! Trzeba więc je maksymalnie zagospodarowywać, zwłaszcza, że szybko mijają, podczas gdy te listopadowe na ten przykład -dużo wolniej.
Dzisiaj zatem byłam na koniach najpierw - dziś trener stwierdził, że "Dosyć wożenia doopy na Dżinie!" i... wróciłam na Cynamona. No nie ma między nami chemii, ale najgorsze jest to, że cała zdobyta pewność siebie na tym koniu po prostu gdzieś znika! Na Dżinie ćwiczyłam galopy, na Cynamonie nie mogę  się ogarnąć w stępie! Pierwsze pół godziny ok - ale potem na ogon podczepiła nam się Dora - a Cynek kopie, więc resztę jazdy uciekałam przed Dorą, a ta maupa wyrastała jak spod ziemi;)
Ale - dzisiaj debiutowałam na placu pod lasem - pamiętam, że gdy przybyłam na pierwszą jazdę strasznie mi imponowało to, że ktoś tam jeździ;) A dziś - sama dostąpiłam tego zaszczytu;) Co prawda metodą Napoleona poszedł trener: "Awans i na front!", ale przeżyłam!
Po rozsiodłaniu, gdy zamykałam bestię w boksie, z rozmachu przytrzasnęłam sobie stopę drzwiami zasuwanymi - nie muszę Wam mówić, jak boli. Najlepszy był Książę - wysłuchał, a potem zadał pytanie w swoim stylu "A co to jest boks?" ;)
Resztę dnia kosiłam ugór! - nie pytajcie! Leżę i zdycham jak zwierzę! Ale ugór poległ - 2:0 dla mnie! Teren jest na maksa ciężki! A kosiara - nielekka - mam łapy w sioniolach i zjechane nadgarstki!
Chałupina zarasta nam w ekspresowym tempie, gdyż czekam nieustannie na zamówioną podkaszarkę, której jednak się nie spieszy...
Zakwitło nam takie cudo:

Nie mogę się napatrzeć!
A jutro - jutro mam ambitne plany - najpierw obowiązki: religijne i obywatelskie, a potem - tylko przyjemności - zgadnijcie gdzie! Podpowiem trochę: tam jest niedaleko, tam jest zadbany ogród, tam jest dwoje wspaniałych, uzdolnionych plastycznie ludzi i czwórka fantastycznych zwierzaków - Księżniczka wprosiła się tam sama, wczoraj, bo wytrzymać już nie może z tęsknoty;)
Zatem - trwajcie majowe weekendy!!!
PS. Księżniczka znalazła dzisiaj całe morze czterolistnych koniczyn, na dodatek dwie pięciolistne, jedną sześciolistną i jedna siedmiolistną! Szczęściara!

wtorek, 5 maja 2015

Plany ogrodniczo-tarasowe i landszaft-zagadka

Byłam dzisiaj w powiatowym AGD po żarówki i z cyklu "dom kicz prodżekt" kupiłam to:


Zagadka brzmi - co to jest?

W tym roku zmieniłam nieco moje nasiania/nasadzenia. Wszystkie możliwe doniczusie, korytka, etcetery zamierzam obsadzić roślinami jadalnymi! Tak, aby można było sobie łasować z leżaka;) Albo wyskoczyć na minutkę na quasi-tarasik i wrócić ze śniadankiem;) No i na pierwszy ogień poszły... zioła. Dziś byłam u powiatu, zakupiłam flancki bazylii, tymianku, majeranku i oregano;) Zamieszkały w korytkach:



W starym przetaku zapierniczonym mojemu Siskowi kiłkuje rzodkiewka i pietruszka naciowa:



Stara piaskownica obsiana jest floksami, niezapominajkami, ozdobnymi słonecznikami i groszkiem pachnącym - ciekawam efektów!


Kolega obdarował mnie niezapominajkami, więc dosadziłam gdziekolwiek;)


Nowe nasadzenia radzą sobie świetnie:


Pranie malowniczo zwisa przy bergenii - to jedyne, co mi rośnie jak dzikie, mimo, że częściowo podkopane (patrz następne zdjęcie):



A zakupiony dopiero co rododendron - ciiicho:



Nie mogę w to uwierzyć!!!! Mojej Sąsiadce nie chce kwitnąć za żadne skarby od tylu lat;)
Ale się dzieje! A łapska muszę odmoczyć w cytrynie;)

poniedziałek, 4 maja 2015

Inwazja bocianów;)

Tzw. majówka była jakaś taka "niemajówkowa" - za krótka, za zimna, zbyt pracowita i - za krótka;) No za krótka!

Ale dzięki niej zaobserwowaliśmy, że po naszym polu, a zwłaszcza tam, gdzie wyrzucałam patole odcięte z podwórka, pętają się bociany i wybierają co lepsze kijoki na budulec;))) Oddawałyśmy się z upodobaniem podziwianiu tego niecnego procederu;) Bociany nie boją się nas wcale - bezczelnie podłażą i wyciągają, co im akurat potrzebne. Gdyby nie to, że mój aparat zdechł, a komórki planowo nie używałam w weekend, byłyby świetne foty;)

Bociani towarzysz tak dalece nas już nie dziwi, że wczoraj miała miejsce taka scena:

Mój Sisek siedzi przodem do pola i miesza kawę w filiżance. Tyłem do pola siedzi Książę Małżonek. I Sisek nagle spogląda na pole i mówi:
- A kto tam łazi po waszym polu?
Na to Książę Małżonek, nieporuszony:
- Pewnie bocian.

Dziś też zimno. I pada. Ale w sumie, jak ktoś pracuje pod dachem, tak jak ja, nie ma z tym problemu;) Pozdrawiam poweekendowo i pakuję się do miasta;)

piątek, 1 maja 2015

Przesyłka z Rumunii;)

Od czasu do czasu dostaję mailowe prezenty;) Ten wczorajszy prosto z rumuńskiej prowincji, gdzie pracuje obecnie mój znajomy Francuz. A że wie doskonale, co mnie rozłoży na łopatki i po czym już nie wstanę, przysłał twórczość tej grupy muzycznej;)
Wstawię tylko dwa clipy, oba w kategorii "curiosum maximum" - myślę, że wystarczy po 30 sekund z każdego, choć dla zaspokojenia niezdrowych instynktów poznawczych można całość;) Ale nie na trzeźwo;)
Pokazałam znajomym w telefonie - jeden z nich twierdził, że obśmiali to już polscy jutuberzy, więc nie będę pierwsza;) I podobno grają to teraz na polskich weselach;) Czyżby pozycja rodzimych diskopolowców była zagrożona?;)

Weekendowo pracuję i mam blokadę na neta, więc zaraz znikam znowu. Nie mogę, niestety, inaczej, bo zawalę wszystkie możliwe termina;) O litość błagam zwłaszcza Kurnik i jego kuropisy - kiedy ja tam wpadnę wreszcie pobuszować tak od serca;)?

Zatem - dobrego weekendu. Ostrzegam: materiał filmowy może okazać się szokujący i drastyczny dla części osób pełnoletnich, dla reszty tylko zabawny. Dla młodzieży chyba niewskazany;) Choć - kto wie, może jako ostrzeżenie i "zły przykład na tablicy";)

UWAGA: 3-2-1 - start:

A to na deser;)


Miłej majówki!
PS. Dobrze, że tak zimno - nie żal mi w robocie siedzieć;)

wtorek, 28 kwietnia 2015

Tramwaj zwany bocianem

Dziś w nocy śnił mi się charakterystyczny dźwięk zajeżdżających na pętlę tramwajowych składów - taki zgrzyto-metaliczny-poślizg i nieskończone dzwonki. Obudziłam się przerażona. Wokół nic - cisza. Dwukrotnie mieszkałam przy pętli tramwajowej - tego dźwięku nie znoszę, pamiętam go zbyt dobrze, a we śnie wraca;)
Było nad ranem, i tak musiałam już niedługo wstawać, wyszłam przed chatynę. Patrzę - a tam bocian sobie chodzi po naszym ugorze. Natychmiast pomyślałam, że trzeba obudzić Księżniczkę - nigdy bociana tak blisko nas jeszcze nie było.
Budzę: "Wstawaj, bocian na naszym polu!" Normalnie to się ociąga, ale jak "bocian" - zaraz była na nogach, kurta na piżamkę i snujemy się przyczajone. Nie ma. "Łeeee, mama, odleciał!!!" - narzeka Księżniczka, aż tu patrzymy - wyłazi z drugiej strony stodoły - żeruje sobie spokojnie i patrzy na nas jak na goopie. Musiałyśmy też wyglądać pięknie: ja w koszuli nocnej w różyczki, sztybletach na bose nogi i frytkownicy, Księżniczka - czapa z pomponem w kolorze biskupowym. Stoimy jak wryte. Gapimy się. W końcu bocian zmądrzał pierwszy. Wrócił do śniadania. A my dalej stałyśmy.
Wokół paruje mokra, wiosenna ziemia, buty nam namakają od wczorajszej burzy co się zowie, zimno nam już, ale nic - stoimy. A jaka cisza! I niechby mi tu tramwaj przejechał;)

Przypomniało mi to scenę z obozu wędrownego w Beskidach, wieki temu, gdy w schronisku było za gorąco i spaliśmy pod gołym niebem, na stoku schroniskowej łączki. O mokrym świcie budzi mnie kolega: "Wstawaj szybko, jaki piękny ptak tam siedzi, szybko"!!! Naturalnie, żadnego ptaka nie było, odleciał. Nawet jeszcze kawałek go widziałam;) Kolega nie kłamał;) No i obudził mnie w środku cudnego poranka;) Potem siedzieliśmy wpatrzeni w to miejsce, gdzie podobno siedziało ptaszysko i dywagowaliśmy, co to mogło być;) Aż wstała reszta ludziów i zdecydowanie zaklasyfikowała nas jako niezłych szajbusów. Nikt nam nie wierzył. Że taki ptak był. Tzn., że był już tylko kawałek;)

A jeszcze gorsze czasami niż tramwaje są hamujące autobusy i ich piszczące hamulce - czy na to nie ma żadnego sposobu? U mnie w pracy hamują notorycznie pod naszymi oknami - no ludzie, własnych myśli nie słychać, jak taki zapiszczy;) A jak długo piszczy!!! Potem podjeżdża 10 metrów i znowu piszczy!!!
A jeszcze niedawno jako nocne chodziły w Poznaniu najgłośniejsze, najbardziej się telepiące czerwone przegubowce Ikarusy - tego było słychać w całej dzielnicy;)

Dziś u nas deszczowo - po wieczornej burzy mamy teraz eksplozję zieleni! I bocianów;) I mokrych psów;) A to - pozytywna nuta na dobry początek początku tygodnia: