Popularne posty

piątek, 27 marca 2015

Leasing myszy;)

Dzisiaj dzień gospodarski - w tym półroczu dni gospodarskie to wtorek i piątek, a poza tym poniedziałek, środa, czwartek, sobota i niedziela;) Pogoda jest wiosennie deszczowa, wszystko pachnie, jak to na wiosnę, fiołki pokryły mi ogródek i podjazd, klomp sam się podlał, a z rynien spływa deszcz szumiąc milutko...
Po porannej mszy, bo właśnie skończyły się dziś rekolekcje w szkole Księżniczki, nie robimy nic - leżymy przy kominku i czytamy, upiekłyśmy alergiczne muffinki, oglądamy Pixie i Dixie. Chata zarasta entropicznym pyłem kosmicznym, sypiącym się nieustanie z rozgrzebanego strychu i sierścią Kruczęcia liniejącego na potęgę.
Nasz ulubiony odcinek to ten:


My mamy w leasingu koty - własnych myszy aż nadmiar;) Ale teraz, z wiosną, myszy pakują walizki i wyprowadzają się na pole, by powrócić jesienią. Bezrobotne, wypożyczone koty siadają na schodkach i wylizują do czysta miskę Kruczka, o ile akurat grzeje doopsko przy ogniu. Jego "runda honorowa" za kotami - bezcenne. Koty wskakują na płoty - i Kruczek zawisa z głową zadartą w chmury - nie dla psa kiełbasa... Koty, z pełną nonszalanckiej pogardy zwinnością, przeskakują na drzewo i mają w nosie ujadanie... Jak się nazywają koty? Koty. Kot Duży i Kot Mały. Mimo wielu prób jeszcze ani jednego nie udało mi się sfocić. Kojarzę im się z Kruczkiem, no trudno...

poniedziałek, 23 marca 2015

Jak zrobić "klomp"...

To zupełnie łatwe. Takie "klompy" spadają z nieba, gotowe do montażu;) Trzeba zatem w celu nabycia jednego:

1. pojechać do Babci i dowiedzieć się, że Babcia ma za dużo tzw. "juki" i że "już patrzeć na nią nie może" i że dodatkowo "będzie chyba wywalać".

2. Powstrzymać Babcię. Wespół z Siskiem wykopać ile się da:



3. Zapakować cały tył Strzałeczki "juką", zostawić na noc w garażu, żeby się "przegryzła";) Takich paczek starczyło na dwa bagażniki;)



4. Raniutko, przed fabryką, posadzić w fantazyjny kształt tam, gdzie nic innego nie chce rosnąć;) Wzdłuż rowu komunikacyjnego Kruka, naturalnie...




Taaaaadam!!! KLOMP;)

sobota, 21 marca 2015

Pierwszy dzień wiiiiiiiiosny;)))

Dzisiaj na koniach same niespodzianki. Niektóre miłe, inne zupełnie nie, ale po kolei.
Pierwszym pozytywem była pogoda, która miała być brzydka, a była śliczna;)
Negatywem było to, że Księżniczka wstała dzisiaj lewą nogą... Już rano była w bojowym nastroju i stroiła fochy, później było już tylko gorzej... Najgorzej zaś wtedy, gdy dowiedziała się, że ja już dawno jeżdżę samodzielnie, a ona wciąż na lonży (nie mówiłam o tym zbyt wiele, gdyż wiedziałam, że ambicja Księżniczki polegnie na całej linii, awantura była tylko kwestią czasu, odbyła się dzisiaj). Nasza trenerka, która nie wiedziała o "tajemnicy" powiedziała jak jest, no i Księżniczka zrobiła awanturę ze szlochem, wrzaskiem, rozpacza czarną i czerwoną! Potem ja dostałam "po pierzu" od trenerki, że jej wcześniej nie powiedziałam, że to "tajemnica". W sumie mogłam wcześniej z nią porozmawiać, ale uważam też, że Księżniczka musi jakoś radzić sobie z tym, że nie zawsze wszystko idzie tak, jak by tego sama chciała. A chciałaby już galopować, skakać i wjeżdżać do rzeki konno, przy czym na treningu nie potrafi jeszcze trzymać prawidłowo pięty;) Jednak nie było to miłe wszystko. Nie wiem, po kim to moje dziecko takie charakterne i ambicjonalnie chore, ale zapewne do głosu doszły jakieś niepożądane, acz silne, geny sprzed kilku pokoleń i zapewne z linii męskiej;)
Ale nie wiedziałam o tym, gdyż byłam w tym czasie na menażu - a dzisiaj się działo wiele i jak wspaniale;)))
Dżin był dziś zastanawiająco czysty, pozwolił się grzecznie osiodłać, wyprowadzić, dosiąść. I wtedy na plac weszła silna wybryczesowana grupa, która okazała się być gromadą kandydatów na instruktorów jeździectwa. Każdy wybrał sobie jednego z nas;) Mieliśmy jazdy pod okiem trenerów osobistych!!!! Ale czad!!!
Nasza trenerka przedstawiła mnie jako kogoś, kto już dawno sam jeździ, a każdą jazdę traktuje tak, jakby była pierwszą po lonży;) Ja sama siebie zareklamowałam się jako amazonka "specjalnej troski" i... zgłosiła się zaraz lubiąca wyzwania uśmiechnięta adeptka trudnej sztuki trenowania jeźdźców. I to jaka!!! Pełna zaangażowania, Serce podająca na dłoni, Och, ile rzeczy mi poprawiła: łydki, kolana, a przede wszystkim ręce, ręce, ręce... Razem pchałyśmy Dżina przez tę niecodzienną jazdę, a ile żeśmy się przy tym naśmiały! Nasza trenerka miała "wolne", pilnowała tylko galopu, a ja w tym czasie doskonaliłam technikę. Niby tylko stępa, niby z rzadka kłusik, a czuję wszystkie mięśnie;))) To pewnie od półsiadu bez strzemion i innych takich sztuk;)
Tą osobą, przez którą miałam przyjemność być trenowana jest Basia Bordych, która sama objechała pół Europy i całą Australię... autostopem;) Zapraszam na jej fejsbuka, pewnie się nie obrazi;)

https://pl-pl.facebook.com/AutostopemPrzezAustralie

Dziefczyny i Chłopaki, trzymamy kciuki za Basię, bo za tydzień ma egzamin instruktorski z jeździectwa;) Dziś u nas mieli jakieś ostatnie wykłady i zajęcia... Oby jej się udało. Moim skromnym zdaniem rokuje;)) Bardzo Jej jeszcze raz dziękuję za wiele cennych uwag;) Postaram się wszystko pamiętać;)
A po jeździe - na stacyjkę nas poniosło, odebrać G.;)) Więc teraz nadrabiam utracone kalorie...
Z nawiązką;) A nawet z nawiąchą;)) I tak minął mi pierwszy dzień wiiiosny;) Zatem wiśta wiiio w wiosnę;)

To co prawda o furmanie, ale pozostajemy w klimacie;) A moja dzisiejsza trenerka wcale nie uważała (albo uczyniła to przez grzeczność), żebym była "w swoim wieku" - dałaby mi pono mniej - a zatem - młoda i jara - śpiewam sobie razem z naczelnym Furmanem RP:


piątek, 20 marca 2015

Kruk u Weta i Wet Rakieta;)

Jakiś czas temu szczepiliśmy Kruczka. Zatem dzwonię do naszego weterynarza (który wyglądem i zachowaniem przypomina Fernandela i jest nieziemski). Odbiera w te słowa: "Oooo, Kruczek ADHD dzwoni, dzień dobry";)))) No, jakby wszystko się zgadza. Umawiamy się zatem do lecznicy, a on nagle uderza w ton dość nieoczekiwany: "Łoooo, a jak my go zaszczepimy?" No, to dobre pytanie. "Mnie się pan pyta?" - odbijam piłeczkę;) "No to niech pani weźmie kaganiec, smycz, kontener i męża. A Mała niech weźmie książeczkę" - zaordynował weterynarz, gdyż zna naturę Kruczą. Ostatnie szczepienie skończyło się waleniem szczepiony maksymalnie dłuugą igłą przez kontener;))) Kruczek nie jest łatwym pacjentem...
W którąś zatem sobotę, prosto z koni, żeby się bestia nie spodziewała niczego, w zamieszaniu, Książę Małżonek go złapał, ja mu kaganiec na dziób (kupiłam taki metalowy, bo materiałowy bestyja pożarła przezornie dwa dni wcześniej) i na smycz. Zanim doszłam do korytarza z psiutą, kagańca już nie było. Powtórka z rozrywki, tym razem ciaśniej zapięliśmy. Do kontenera. Kruk musi teraz używać swojego większego kontenera transportowego, to calutkie M3 w porównaniu do tego "kociego" z czasów szczenięcych, ale ma tę wadę, że Kruk nie chce do niego wchodzić;)
Kolejne więc szpachlowanie się przy kontenerze - na szczęście Kruk się dość zajął kagańcem i jakoś poszło. Weta mamy w powiecie. Wysiadamy pod lecznicą, Kruk już nie ma - rzecz jasna - kagańca na dziobie, na dodatek w czasie wynoszenia kontenera z auta urwała się rączka (a miał być do "transportu dużych psów" - ciekawe...). Kolejny stres dla biednej psiny, która już wiedziała, gdzie jest i co się będzie działo. Zaglądam przez okno do gabinetu, a tam już czeka Wet i wesoło pokazuje naciągniętą strzykawkę;) Wchodzimy.
"Za chińskiego boga nie opuszczę kontenera" - Kruk wywiesił taki komunikat i rób, co chcesz;) W końcu, wywleczono go z klatki, założyłam mu kaganiec po raz trzeci. " Na stół go!" - padła komenda, a Książę Małżonek go postawił na stole i właśnie, gdy chciał go mocniej przytrzymać do zastrzyku, Wet pokazał pustą strzykawkę i woła: "Do kontenera, już po!". Kruk nawet nie pisnął. Ja nie zauważyłam kiedy dostał w doopę, Książę nie zdążył go nawet złapać porządnie... Uffff... Wet Rakieta! Okopany w swoim z nagła pokochanym nowym domku został odniesiony do auta, Wet wypełniał papiery, a mnie zakręciło się w głowie i musiałam usiąść. Szczepienie Kruczka kosztuje mnie zawsze wiele nerwów. Weta też;) Przyznaje, że to jedyny taki pacjent;) I niezapomniany;) A jaki kochany;)
Udaje, że nie zwraca na mnie uwagi:

A tu poprzedni raz:
http://wiejskoczarodziejsko.blogspot.com/2014/01/jeden-kret-i-jeden-wet-contra-jeden-kruk.html

wtorek, 17 marca 2015

Słońce!!!

Niech zostanie tajemnicą, skąd Kretowata wraca nad ranem do domu. Ważne, że wita ją jej droga, a nad drogą - takie słońce:


Teraz słońce jest już duuużo wyżej, a ja mam posprzątaną chatę i 4 km biegania w nogach - niby nie za wiele, a jaka różnica w samopoczuciu;) Muszę biegać częściej i dłużej, bo wysiadam na jazdach kondycyjnie;))) Zwłaszcza na Dżinie, który czego jak czego, ale pracy łydek to mnie nauczy;)))
Księżniczka chciała koniecznie naklejkę na samochód z koniem - taką, jaką ma nasza Trenerka i prawie wszyscy inni;) Długo wybierałyśmy... Podobały nam się szfystkie, spokojnie TIRa mogłybyśmy okleić;) Ale serce nam się uśmiechnęło do tej - żebyśmy pamiętały, żeby się nie garbić w siodle;))) Gdy więc zobaczycie srebrną Strzałę, ociężałą i niemrawą, a z tyłu to:


to znaczy, że kierowcą może być tylko Kretowata;))
PS. Auto było czyste jeszcze dwa dni temu, słowo honoru;))) Wiem, że trochę krzywo wypadło, ale przyklejałyśmy po ciemku;)

piątek, 13 marca 2015

Kretowata i gnój;)

Na ogół mieszkanie na wsi ma same plusy. Ale dwa razy do roku - gdy nawożą gnojownicą pola - oj, cierpię, cierpię;) Przedwczoraj wylano "coś" na pola wokół, a wiatr mamy niekorzystny;) Ma-sa-kra;)
Okna pozamykane, na podwórkach - życie wymarło;) Tranzytowcy domykają szyby w samochodach, A ja - no cóż, szukam pocieszenia w rychłym deszczu;) I w literaturze.

Nie ma takiego bólu czy nawet zapachu, na który nie pomogłaby dobra lektura.

Dziś - klasyka klasyki - Kamień na kamieniu Wiesława Myśliwskiego - pamiętacie, gdy na przednówku nie było już mąki na chleb, zapach chleba czuć było wszędzie, nawet ( a może zwłaszcza) przy pracy z nawozem.
Mam taki stary egzemplarz tej wielkiej powieści ( a która powieść Myśliwskiego jest "niewielka"?;) z bardzo osobistą dedykacją autora. I z tego właśnie egzemplarza kawałek o chlebie i gnoju. Żeby nie marudzić, że śmierdzi, tylko pamiętać, że nie ma jednego bez drugiego;) Choć, kur$#@! smród zatyka w tym roku;)

"[...] bywało, wiosna gdzie tam daleko, a ojciec przynosił ostatni już bochenek, i mówił, to ostatni. I potem tygodniami chleba się nie widziało. Aż dopiero na Wielkanoc, bo zostawiała matka zawsze mąki choć na jeden, dwa bochenki na Wielkanoc, bo jakże to, Pan Jezus zmartwychwstał, a my bez chleba. I na jeden, dwa, na żniwa, żeby siła była. A przez cały ten czas, żyło się tylko dawnym smakiem chleba. Śnił mi się ten chleb na jawie i we śnie. Tęskniło się za chlebem, jak za kimś bliskim. A najgorzej wieczorem, bo wieczorem chleb jak duch się zjawia. Nagle zapachniało chlebem, jakby pod oknami ktoś przechodził z bułką chleba pod pachą albo u sąsiadów wyciągali chleb z pieca. Aż się naraz samo z ust wyrwało:
- O, chleb gdzieś pachnie.
Ale ojciec, który cały czas przy naszych myślach warował, żebyśmy o chlebie tylko nie myśleli, zaraz się sprzeciwiał:
- Gdzie ci pachnie? Muszą u Maszczyków słomą palić,  bo nie mają już czym. Albo Dereń do południa gnój wyrzucał, a gnój czasem tak chlebem zaleci."

No nic, nie otwieram okien, zarabiam ciasto chlebowe;) Żeby był na wieczór;)

wtorek, 10 marca 2015

Zawstydzony Kret;)

Traktory ożyły, gra na polach wiosenna orka, bronowanie, nawożenie - wszyscy na traktory! Mój Sumsuiot swoje pole bronował już o 5.45 rano - w absolutnej mgle;) Gdy wyszłam otworzyć bramę o tej nieludzkiej godzinie i usłyszałam jego ciągnik - zrobiło mi się wstyd;)
Wzeszło słońce, mgła odsłoniła las, a moje podwórko magicznie ożyło: pełno ptactwa się handryczy, wywiesiłam kilka pralek prania - wszystko poschło elegancko, umyłam wszystkie trzy i pół okna i zmieniłam wszystkie trzy komplety zasłon (kocham mój mały domek!), odgruzowałam łazienkę, a nie było nawet południa!
Więc z rozpędu posprzątałam w Strzale, łącznie z odkurzaniem, a na deser - odsyfiłam kotłownię - stajnia Augiasza przy naszej kotłowni to miejsce, które by przeszło bez problemu test białej rękawiczki!!! Wyglądam teraz jakbym z przodka wróciła, a i tak całości nie zrobiłam:-(
Prezentowałam się przy tym jak skrzyżowanie folwarcznej dziewki od udoju z terrorystką: w kominie przeciwpyłowym na twarzy i chusteczce na głowie, w starym bezrękawniku z obszywkami... Czeka mnie długie odmaczanie, a pazureiry to chyba w koronkowych rękawiczkach jutro ukryję w robocie;) Skafanderek poszedł prosto do śmieci...
Ale nic to - idzie wiosna! Dzieciaki zasuwają na rowerach, wyruszyli na drogi motocykliści, ogrodnicy kopią grządki, a moje cudne kfiatki są już cztery! Sumsiadowe pszczoły chodzą jak pijane, widziałam też muchy i motyla;)
Schowałam ostatecznie puchówkę i nie chcę słyszeć nic o rzekomym nawrocie zimna!
"Aaaaa... A.... już jest wiosna" - kto pamięta śpiewa razem z nami;)


niedziela, 8 marca 2015

Dzień Kobiet a'la Kretowata";)

Proszę, niech każda kobieta pomyśli sobie, co chciałaby otrzymać, albo żeby się stało i życzę, żeby otrzymała i żeby się stało;) Z okazji naszego dnia;)
U nas dzisiaj dzień pracy - Kretowata wyjątkowo w fabryce, więc "świętowanie" częściowo odbyło się wczoraj;)  A oto prezenty, które otrzymała Kretowata:
1. Przede wszystkim - nowy rumak na jeździe!


Po ostatnich zawirowaniach na Cynamonie, zaproponowano mi innego konika - spróbowałam i - jest o wiele lepiej;) Przede wszystkim to arystokrata arabski, więc nie ma kompleksów;) Jest też bardziej lubiany w stadzie. Po wtóre - ma swoje lata i niejednego  już nauczył tego i owego, nie na darmo jedna z trenerek mówi o nim "profesor Dżin";) Bo nazywa się Dżin;)
Dżin jest nieco wyższy niż Cynamon, ale nie czuć tej różnicy w jeździe, jedynie przy wsiadaniu;)
Wczoraj  jazda wyszła nam całkiem, całkiem, jest łatwiejszy w prowadzeniu i ma wrodzony spokój, nie umiałam go tylko wczoraj rozbujać, ale dojdziemy i do tego;) Całą jazdę musiałam nieźle się narobić łydkami, żeby wyjeżdżał na ślad, a gdy już-już szedł szybciej, ktoś nadjeżdżał z tyłu i trzeba było zjeżdżać i od nowa... Co oznacza - tak!!! Nie jeżdżę już w zastępie;) No i na placu!!!
Oszczędzę Wam opisu zeszłego tygodnia, gdy była dość nieudana premiera w jeździe indywidualnej, ale wczoraj było już lepiej.

A teraz opis dla Dezora, który o koniach nie lubi, chyba że są to konie mechaniczne - Dezor dla Ciebie krótki opis przesiadki na Dżina:
Dżin odpala szybko, ma dobre przyspieszenie, ale potem jakby miał za mały silnik do kasty, słabnie, trzeba mocno gazować, żeby utrzymać tempo. W zakręty wchodzi płynnie, jest sterowny i dobrze trzyma się nawierzchni. Daje pewność w prowadzeniu (pod koniec jazdy już bez strzemion mogłam). Siedzi się wysoko, widoczność jest bardzo dobra, zwłaszcza fajnie spogląda się na strumyczki i stawik;) Amortyzatory świetne, siodło wygodne. Przygotowanie do jazdy bezproblemowe, jedynie układ kierowniczy stawia opór (mocno za ryjek do ogłowia trzeba chwycić). Kolor lakieru piękny, po wyczyszczeniu jeszcze piękniejszy, opony w dobrym stanie, podwozie wysokie, uroku dodaje grzywa kręcona w loki angielskie;) Jedynie reflektory zatrzaskane piaskiem, więc od czasu do czasu nieco ropieją (i w uszach też pełno piachu). To znak rozpoznawczy tej marki;)

W związku z tym, dostałam też od Księcia Małżonka "książkę o koniach" - dokładnie taką samą, jak Księżniczka:

To kolorowanka z naklejkami!!!
Niektóre obrazki - jakby z realu:


Kto znajdzie Kreta na zdjęciu?;)


 Inne przygody "opisane w książce" jeszcze przede mną;)


A jeszcze inne w ogóle mi nie grożą:)


Teraz razem kolorujemy;)))
Oprócz tego w moim super strasznym ogródku, zapuszczonym na maksa, znalazłam wczoraj DWA kwiaty!!!!



I jeszcze kilka takich:


I tym optymistycznym akcentem się żegnam - wiosna idzie;)

wtorek, 3 marca 2015

W marcu, jak w...

garncu, oczywiście.
(Kto pomyślał sobie co innego, ten sam za to odpowiada).
Ferie się skończyły i trudny jest powrót do rzeczywistości szkolnej, oj trudny. Chorowanie się wlecze - za każdym jego ogon: a to kaszel, a to gardło, a to katar...
Ale z drugiej strony - dłuższe dni, więcej słońca. Padał śnieg z deszczem rano, ale za to bez ma już całkiem niezłe pączki, krety ryją na potęgę (w tym roku nawiedzili mnie koledzy). Zimno było nieco o szóstej rano, gdy wyległam przed chałupę, ale za to gęsi wracają, pełno ich na niebie.
Listonoszka wrzuca pocztę Sąsiadkową do naszej skrzynki, ale za to rower mam napompowany. Brakło drewna do kominka, ale za to węgla przyniosłam. Kupiłam nawet "wkład do mopa" (pierwszy taki zakup ever), poruszona myślą o wiosennych porządkach, ale - nie pasuje;)
Wyjęłam wiosenny płaszcz - schowałam. Byłam na koniach, jeździliśmy (wreszcie!) poza ujeżdżalnią - wywinęłam niezły numer i o mały włos nie spadłam.
Posadziłam kilka drzew dzisiaj, może przeżyją, przy okazji nazbierałam dwa wiadra butelek po wódce wrzuconych przez zimę na mój ugór. Napatrzyłam się w sieci na ogródki bajkowe, zatęskniłam, ale zdusiłam tęsknotę w zarodku. Planowałam coś ugotować, tylko rozmroziłam. Miałam coś popracować, biurokratyzuję. Wróble świegoczą na moim dachu jak oszalałe i srają na resztkę chodnika. Dziury w stodole wyleciały, nowe, wiosenne. Dekarza znalazłam do komina, ale zajęty do lata. Pies się zimowo przytula, ale wiosennie linieje. Sąsiadki rajki zrobiły, moja dalej straszy. Nie mam bladego pojęcia co posadzić w końcu na zacienionym, zimnym, północnym przedogródku, ale co by to nie było i tak Kruk wykopie.
I tak to sobie Kretowata buja się wiosennie - od melancholii do hiperaktywności, od nadprodukcyjności do nieróbstwa i od tego do śmego. Garncowato.

sobota, 28 lutego 2015

"Rozmowy o kawie" - jednoaktówka bez morału;)


Cztery pokolenia kobiet.  Duży stół na środku pokoju. Wokół stołu biega Pok. nr 4. Przy stole siedzi Pok. nr 2 i Pok. nr 3. Na fotelu siedzi Pok. nr 1 i robi na drutach żakiet dla Pok. nr 4.
Pok. nr 3: Napiłabym się kawy, bo mam ochotę, ale nie. Rozumiesz?
Pok. nr 2: Nie, nie rozumiem.
Pok.nr 1: Ja rozumiem. Ja też tak mam - chcę, ale wiem, że nie.
Pok nr 4 (wrzeszcząc): Kawa! Kawa!! Kawa!!! Kapucino z pianką i bitą śmietanką!!! Śmietanka!!!! Śmietanka!!!! Kawusianka!!!
Pok. nr 3: A może jednak mi nie zaszkodzi...
Pok. nr 2: A może ciśnienie sobie najpierw zmierzymy...
Pok. nr 1: Kawa jest w szafce, mnie na pewno nie zaszkodzi, a wy dostaniecie po pół.
Pok. nr 3 i nr 2 wstają i idą nastawić ekspres. 
Pok nr 4 (wrzeszcząc): Kawa!! Kawa! Kawa!! Kawa!!! Kapucino z pianką i bitą śmietanką!!! Śmietanka!!!! Śmietanka!!!! Kawusianka!!!