Popularne posty

sobota, 25 kwietnia 2015

Kret, ugór i stół-prowizorka;)

Wiosna całą gębą!!! U mnie oznacza to wiele - wszystko!!! Całe dnie na dworze, o ile nie w pracy, nowe nabytki, nasadzenia/nasiania, nowe pomysły na stare problemy, nowe problemy w miejsce/oprócz starych, dużo pracy, więcej pracy, więcej marzeń, za mało pieniędzy - jak zwykle mischung jest niebagatelny;) Po kolei zatem:

1. Nabyłam używaną kosiarę spalinową, aby W TYM ROKU ZAPANOWAĆ NAD UGOREM;))) Kosiara przybyła z Szamotuł kurierem. W czasie transportu jednak zostało uszkodzone koło. Koło naprawiono, kupiono olej, benzynę, odpalono (o matko, prawy biceps do jesieni mi urośnie jak Pudzianowi od tego odpalania) i wio!!! - dwa dni pracy - i ugór wstępnie wykoszony wszędzie tam, gdzie się dało. W dzikim ryku silnika, w chmurach kurzu z kretowin, w kłębach skoszonej trawy i uschniętych badyli - Kret zwyciężył ugór w pierwszej rundzie. Było maksymalnie ciężko. Bez tzw. napędu to miszonimposibol, ale - dałam radę;))) Lewa ręka cała w siniakach od sprzęgła, ale to nic - uczę się dopiero obsługi tego smoka;) Kilka koni mechanicznych ma - ale - szczerze mówiąc - wolałabym jednego prawdziwego;) Funkcję kosiarki też posiada przecież.
Przeraża mnie myśl o tym, że TO dopiero ZACZNIE ROSNĄĆ - hm... No - zobaczymy;) Mój Szwagiero poszedł na całość i zakupił traktorek - ha! - ja na traktorek nie mam kasy, ale - przynajmniej zachowam sylwetkę;) I biceps w bonusie;)
2. Mała kosiareczka elektryczna - poręczna i leciutka, którą koszę zwykle koło domu wzięła na to wszystko i obraziła się - tego dnia, kiedy odpalono dużą, popsuła się na ament;) Dużą koło domu nie wykoszę - za dużo nasadziłam, za mało miejsca na jej napęd, dooopa;) Czekam na A. - oby szybko przyjechał i zdiagnozował, bo inaczej - na ugorze trawnik angielski a pod chałupą chaszcze będą;) I jak tu nie wierzyć w złośliwość rzeczy martwych?;)
Zdjęcia ugoru nie zrobiłam - padłam;)

3. Stół "tarasowy" wziął i zdechł tej zimy, sama go zresztą zostawiłam tam na zdechnięcie, bo go nie lubiłam;) Miał górę z paździocha i był jakby zbyt okrągły;) Zrobił, co mógł i szlag go trafił;) Nareszcie;) Odratowane nogi pojechały do remontu - dostanie porządny dębowy blat i wróci na swoje miejsce jak gwiazda sezonu;) Ale - póki co - sokawki nie było gdzie postawić;) Więc - tadaaam!!  - dzisiaj po koniach wzięłam 20 cegieł, paletę, kilka gwoździ, deseczki i za małą poszwę - i mam stół niskopodwoziowy, awaryjny, prowizoryczny, czadowy;) I eko;) Najbardziej cieszy się Kruk, bo ma do niego pełny dostęp. Na stole pozuje wazon otrzymany w prezencie ślubnym od pewnego mecenasa - za cholerę nie chce się zbić, a to już tyle lat;) Teraz szykanuję go w różnych rustykalnych okolicznościach przyrody - taki firmowy, ach, jak musi cierpieć;) Pasuje tu jak kwiatek do kożucha, może wreszcie zrozumie i się tak stłucze sam z siebie?;) Dlaczego zawsze muszę to robić ja?? W kubeczkach pustka, herbatka, inka, szardone - jak kto woli;)



4. Dopisek Kruczego: "zasady życia ogrodowego są inne niż domowego - można na ten przykład wskakiwać pani na kolana, gdy raz na jakiś czas przysiada na quasi-tarasiku - z takich kolan świat wygląda dużo lepiej;)"
Gdy tylko usiądę ładuje się zatem na mnie i pies, i Księżniczka, a gdybym miała konia, pewnie wlazłby i koń;)



Czego i Wam życzę;)
PS. Buziaki od Kruczego - dwie dziury w nasadzeniach, Póki co - spokojnie;) Mina z dedykacją dla Agniechy;)


piątek, 24 kwietnia 2015

Skarpetowo;)

Zachęcam do udziału w Hanino/Mikowo/Gosiankowej Skarpecie!!! Ruszyła nowa edycja - tym razem pod hasłem "APASZKA".

http://dzikakurawpastelowym.blogspot.com/p/skarpeta.html

Zajrzyjcie koniecznie, może coś komuś wpadnie w oko, mnie akurat - papeteria wpadła, co jest dowodem na to, że skarpeta jest przeogromna i wiele w niej wszystkiego.
Fundusz zebrany w Skarpecie przeznaczamy na pomoc ludziom i zwierzętom, pomogła już wielu osobom, o czym można poczytać w Pastelowym Kórniku i u Gosianki:

http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2015/03/skarpeta-dla-loony.html



Inicjatywna oddolna, szczytna i całkowicie poza wszelkimi organizacyjami;) Poza tym - nie wiadomo, kiedy może przydać się nam samym;)
Pięknie dziękuję organizatorkom za włożone siły i trud nieustający, a wszystkich niezmiennie zachęcam do przyłączenia się!!
PS. Sama zaś spadam na ugór - mam nową/starą kosiarę spalinówę - dziś premiera - będzie się działo;)

środa, 22 kwietnia 2015

wtorek, 21 kwietnia 2015

Mój własny, prywatny, totalny bojkot empiku;)

Trwa od wczoraj. Ale po kolei. Swego czasu była nagłaśniana akcja bojkotowania empiku, gdyż reklamował tam Boże Narodzenie - satanista. Swoją drogą - co z niego za satanista? Za większą kasę pewnie grałby inną muzę, wierzył w ufoludki, etc. A ponieważ towarzyszyła mu pewna żałosna kobieta, której wydaje się, że jest śmieszna - przestałam tam wchodzić tak często jak kiedyś - bez niczyjego namawiania;) Po prostu - nie chciałam tych twarzy oglądać, a już zwłaszcza w księgarni.

Od pewnego czasu też nie ma tam książek, które mogłyby mnie zainteresować, gdyż nie lubię czytać o sprzątaniu i gotowaniu tyle, co inni;) Odkąd mam kundla - zaopatruję się w ebooki i tyle. A "swoje" książki i tak kupuję w "swojej" księgarence obok mojej pracy i szlus.

Potem przeczytałam sobie, jak empik wyzyskuje pracowników, jakie są stawki za jaką pracę w tej firmie, i jak to wygląda "od kuchni" - bojkot zaostrzyłam;) Jesteście ciekawi? bardzo interesujące materiały - link:

http://aspirujacypisarz.pl/2015/02/03/cala-prawda-o-empiku/

Wczoraj jednak miało miejsce coś, co ostatecznie pogrążyło empik w moich oczach;) Było to nawet śmieszne;) Ale upewniło mnie w moich wcześniejszych działaniach. Byłam w Poznań Shitty Center i miałam ponad godzinę do pociągu. Weszłam do empiku z myślą o wybraniu sobie jakiejś gazety, a także - poszukaniu fajnej książki o koniach i tomu Muminków, o który prosiła Księżniczka. Było pod wieczór - w całym tym wieeelkim salonie nie było prawie nikogo - może z 5 klientów razem ze mną. Najpierw więc pooglądałam gazety, nie znalazłam nic ciekawego, potem dziecięcy dział czytelniczy - tego tomu nie było, potem poszłam na sport i obejrzałam konie, a potem przypomniało mi się, że chciałabym sprawdzić coś w jednej z powieści Nabokova i podeszłam do prozy obcej.
Gdy już sprawdziłam, co chciałam, wróciłam do koni - czytam sobie i oglądam, a tu czuję czyjś oddech na szyi - dosłownie. Pan ochroniarz. Dostał z monitoringu pewnie info, że baba snuje się bez sensu już pół godziny i jak nic chce coś buchnąć!!! Stanął za mną tak blisko, że czułam jego oddech na włosach. Zapytałam, podniósłszy wzrok znad książki, czy może chce coś sięgnąć, bo nie skumałam, że to ochroniarz, ale on tylko odsunął się krok w bok i dalej PATRZY NA MNIE. I stoi. Rozkraczony. Z ta miną ochroniarza. Czeka. Dobre kilka minut. Więcej nie wytrzymałam.
Skończyłam przeglądanie książki i odstawiłam ją na półkę - z żalem, bo miałam szczery zamiar ją kupić. Ale nie. Nie w tej firmie, w której klienta traktuje się jak złodzieja. Poczułam się tak dotknięta, jak nigdy dotąd. Jakaś taka zmolestowana. Wyszłam natychmiast. Ciśnienie mi skoczyło pod niebiosa. To jego patrzenie, ten wzrok, i ta mina - kurwa no!!! Jeszcze chwila, a wyprosiłby mnie ze sklepu tylko dlatego, że znudziłby się tym pilnowaniem! Z odległości pół metra!!!

Widać empik lubi i szanuje tylko tych klientów, którzy wchodzą, porywają poradnik o perfekcyjnym sprzątaniu lub inny bździew i rączo kłusują do kasy! Nie wejdę tam już. Po prostu. Do wielu powodów, dla których warto bojkotować tę sieć dołączył wczoraj i mój własny, prywatny sprzeciw. Ich strata;)

niedziela, 19 kwietnia 2015

Ogrodniczy szał obiecany;)

Jak wspominałam, wpadłam do budowlanego po materiały.
A wypadłam z materiałami i... małym nadbagażem;) Dzięki Bogu, Strzałeczka pojemna;)


Kilka przymiarek i... i tak posadziło się wszystko inaczej, bo tak to już jest, że nie wszędzie się u mnie wkopie szpadel;)

Cyprysiki, jałowce, cisy - ku uciesze Kruczego;)
Porobiłam zasieki, ale co to daje?;)))
Niektóre "modele fortyfikacji" zapożyczyłam od Hanuki:


Klomp został wzbogacony o rododendrona i dwa iglaki, do tego pigwa z boku chałupy, dwa bukszpany, azalia i inne cuda;)
A tu po nasadzeniach - mina Kruczka mówi sama za siebie;)))


Pozdrawiam;) a do roślin nie przywiązuję się wcale;) Przywiązałam się bowiem do tego futrzaka;)
I kocham te kurwiki w jego oczach;)

piątek, 17 kwietnia 2015

Opony zmienione?;)

Moje już tak;) Strzałeczka teraz prowadzi się lżej, o tyle, o ile to możliwe;) Ale nie narzekam - dzięki temu autku mogę robić różne myki - na przykład taki: jechać do budowlanego po materiały i "dodatkowo" zapakować wózek ziemi i 20 doniczek iglaków;)
Obiecałam posta ogrodniczego, ale ostatnio byłam u mojego Pana Wulkanizatora - lubię go pasjami, choć początki mieliśmy, jak pamiętacie, trudne;)
Teraz - jestem doradcą na jego budowie;)) I to ja! - "baba"!!! - dostąpiłam odpustu zwiedzania placu remontowego - jestem wzruszona;)
Kiedy dowiedział się, jak docinam płytki i jaką stosuję proporcję zaprawy do tynku - uwierzył we mnie i otworzył przede mną drzwi do swojego remontu;)
Prace idą pięknie, ma dobrą ekipę, przedyskutowaliśmy wiele fachowych zagadnień - od paneli po rozmiarówkę płyt OSB.
A gdy wsiadałam do dawno już gotowego auta, wiedziałam, że Pan Wulkanizator otworzył folder z klientkami i z przegródki "baba" przełożył mnie do przegródki "równa babka" - to duży awans i duża odpowiedzialność spoczęła na mnie - nie mogę go zawieść - dlatego właśnie już obczajam profile aluminiowe na strych;) I takie haczyki do tego;)
Ludzie potrafią zdumiewać, gdy im zajrzeć za fasadę, nie?
A żeby lepiej mi się myślało, śpiewam sobie - przede mną pracowity weekend i to wcale nie na budowie, niestety;)



A z rozrywek wspaniałe rozmowy z dzieckiem - dzisiaj, 6.50 - pada pytanie: "Mamo, a para to alternatywne czy tradycyjne źródło energii?" Wspólnie bowiem planujemy skonstruować ekologiczny pojazd, który by szybciej dowiózł nas do wakacji;) Póki co - wleczemy się konno;)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Sprawozdanie po-dekarskie;)

Nie pamiętam równie intensywnie weekendu;) A jeszcze cała niedziela została... Wizyta dekarzy była - ekspresowa;) Plany były takie: Przyjeżdżają przed dziesiątą, bo to jednak sobota;) Po śniadaniu (jajecznica - etc.) do roboty, a ja w tym czasie (wcześniej naszykowawszy obiad) myknę na konisie. Jak wrócę, odgrzeję obiadek i akurat będzie po południu;) Ale - nie doceniałam mojej brygady... Do tego byłam w piątek w markecie budowlanym po konieczne akcesoria - a w kieszeni miałam kasę na dekarza - duuuuuży błąąąąd... Bo tam już wiosenna oferta ogrodnicza, krzewy, kwiatuszki, doniczki, iglaczki - no ludzie.... Zgrzeszyłam wielokrotnie, nie będę ukrywać. Część dekarskiego funduszu została podle zmalwersowana - ech...  Ale po kolei;)

Brygada była koło ósmej;)


Myśleli, że mnie zaskoczą;)) Ale ja - jako znany ranny ptaszek - już od szóstej byłam gotowa;) Dostali kawę (naturlamente - zalewajkę-fusiorę) i wyszłam obejrzeć, jak tam idzie robota.
A tam - sprzęt wypakowany w dwie sekundy:


i zanim zdążyłam cokolwiek - już byli wysoko:


Podszykowałam obiadek - dzięki Wam panowie dostali karkówke w sosie pieczeniowym z grzybami, pyrencje i mizerię, a na przystawkę, czy jak to mówi Gosia, cytując znanych sobie fachowców: "do ozdoby" - sałatkę z rukoli (BTW: nie zjedzono;)

Spakowałam się na Dżina i wio! Wpadłam do stajni spóźniona 15 minut - a Dżin był cały dzień na łące i stopień jego upaprania był poważny;))) dzięki niezastąpionym dziewczynom z sekcji jeździeckiej szybciutko i sprawnie osiodłany jednak został. Te dziewczyny są świetne;)
Jazda była największym relaksem w całej tej zakręconej sytuacji - było pięęęknie, cieplutko (krótki rękawek pod kamizelką), ćwiczyłam głównie przejścia ze stępa do kłusa co sześć taktów i napawałam się spokojem. Robiliśmy świetne ćwiczenia na rozkręcenie bioder i kostek, kto umiał, galopował, kto był gotów - został zabrany przez "głównego koniarza" na ujeżdżalnię, żeby ćwiczyć czworobok przed egzaminem na brązową odznakę. Ja - włóczyłam się po padoku wyjątkowo relaksacyjne;) Chyba zresztą tego było mi potrzeba, a Dżin nie protestował - jako nestor i spokojny człowiek, tzn. koń, nie lubi się spieszyć;)

Zsiadłam i dzwonię, co tam słychać na kominie - a tu odbiera kierownik budowy, czyli Mój Kochany Tato, i melduje, że wspaniale - dekarze już dawno skończyli i są zapewne gdzieś w Gizałkach. Wydał im obiad, odebrał pracę, panowie o dwunastej skończyli i pojechali nie czekawszy na mnie wcale.

Komin naprawiony. Należało zrobić podcinkę w cegły komina i wbić tam uszczelniony kołnierz z felcem - kołnierz był, felc był - poprzedniej grupie "specjalistów" jednak zapewne "nie chciało się" zrobić trzech ruchów gumówką, żeby podciąć ten cholerny murek! Brakoróbstwo tego typu nigdy nie przestanie mnie zadziwiać! Już byli na tym dachu, kładli go od a do z - i nie chciało się im podciąć komina, tylko dokleili felc na silikon i gotowe! Po kilku latach silikon się wykruszył i dooopa;) Mój niezastąpiony dekarz dokręcił powyżej "starego" felca nową ramkę z blachy, uszczelnił wszystko jak się należy i teraz dopiero prace na strychu mogą się ruszyć;)
Jestem szczęśliwa - front robót strychowych znów otwarty!
PS. W bonusie dostałam czyszczenie rynien i poprawę ich poziomu, a także pomiar i szacunkowy kosztorys wymiany dachu na stodole - kiedyś tam, gdy już na niego zarobię - moja dekarska ekipa pojawi się znowu;)

Następnym razem o szale ogrodniczym Kreta;)

piątek, 10 kwietnia 2015

Panika przeddekarska!!!! Panika!!!

Ludzie, ludzie!!!! Pomocy i ratunku!!! Oto dowiaduję się, że jutro dekarz do mnie ma czas przyjechać!!!!!! przyjechać!!! I prawdopodobnie przyjedzie!!!! Ludzie, ludzie!!! Masakra w groszki!!! Będę miała naprawiony komin!!! Jestem poskładana ze szczęścia!

Historię komina czytelnicy bloga znają nie od dziś. Dla przypomnienia niektóre przygody z nim związane można sobie podczytać tutaj:

http://wiejskoczarodziejsko.blogspot.com/2012/09/kominiarska-sobota-i-zadymiona-niedziela.html

czy tutaj:

http://wiejskoczarodziejsko.blogspot.com/2013/09/sobota-na-strychu.html

Ale - prace trwają nieustannie, krasnoludkowie działają dzielnie w każdej wolnej chwili i... mam już podłogę!!! - choć sama w to nie wierzę!!!

http://wiejskoczarodziejsko.blogspot.com/2015/01/a-tymczasem-na-strychu.html

No i teraz dekarz nagle ma czas!!!! Obejrzał przesłane mu zdjęcia, które najpierw kazał zrobić, a jutro wpadnie i naprawi to, co klamizery dziadowskie spaprały zakładając dach!!! No ale w sumie, to było za "byłego" właściciela, więc nie powinnam się dziwić...

Na razie - panika!!! Dekarz jest zaprzyjaźniony, wpada "poza kolejką", z własnymi materiałami i całą furą sprzętu - musi dobrze zjeść... No i panika dotyczy tego, co ugotować dla takiego dzielnego dekarza? "Zieleniny nie ruszy" - powiedział przytomnie Tato Mój Kochany...
No to trzeba przedsięwziąć wyprawę po mięso i coś zgotować niewegetege;) Nie mam zupełnie pomysłu!!! Co można jeść, jak się je mięso???
A jeszcze żeby mu smakowało, żeby był zadowolony, żeby nie uciekł!!!;) Och, ile zmartwień ma Kretowata dzisiaj... A jeszcze musi być szybkie w przygotowaniu, bo jutro na koniska jednak wypadnę - dekarz-nie-dekarz, ale dwa tygodnie nie jeździłam;) Ludzie, ludzie!!! - kto pomoże??? Smartfona w kieszeń biorę, żeby mieć podgląd na propozycje, i zasuwam na zakupy do mięsnego...

PS. Nie mogę uwierzyć w to szczęście!!! - dekarz przyjedzie!!! Ju-hu!!!!

sobota, 4 kwietnia 2015

Życzenia Świąteczne (z koniem w tle)

Najlepsze życzenia dla wszystkich!!! Gdy myślałam sobie, jaki obraz w tym roku mógłby stać się ilustracją życzeń - nie miałam wątpliwości, że musi być na nim koń;) - wszak to "patron" ostatnich 9 miesięcy mojego życia;) Koń w służbie Wielkanocy? - dlaczego nie? - Święty Paweł w drodze do Damaszku podróżował właśnie konno, gdy uderzył Go blask nawrócenia. Spadł.
A gdy wstał, był kimś zupełnie innym. To spektakularne wydarzenie inspirowało wielu artystów - bo to piękny moment: oto spada z konia świetny jeździec, by dotknąć ziemi, poczuć ból, upaść, ale także, żeby mieć pewne podparcie, by móc wstać. Jako człowiek nawrócony, ten, który uwierzył w Zmartwychwstałego. Przed chwilą był tak wysoko, teraz zdziwiony, leży w pyle i nie wie, o co chodzi - to dopiero bolesna zmiana perspektywy czy jak to się dziś mówi: "wyjście ze strefy komfortu";))))...
Jednym z atrybutów Św. Pawła z Tarsu jest zatem koń. Najpiękniejszy jest dla mnie ten Caravaggia. Jest w nim zdziwienie, ale i spokój, i to uniesione kopyto - przecież nie chce nadepnąć człowieka... I to światło.
Nie bójcie się spaść, ale i pozwólcie się podnieść Zmartwychwstałemu;)
Wesołego Alleluja!!!

wtorek, 31 marca 2015

Inwazja bocianów...

póki co - tylko postulowana;)
Bociana nie widziałam jeszcze u nas wcale. Za wyjątkiem tego. Prawda, że sympatyczny?


Autorstwa Księżniczki - technika: akryl na płótnie.
To tylko fragment - nie mam licencji na całość;) Póki co ziąb na całego i gradobicia - może i lepiej, że jeszcze ich tu nie ma;) Spokoju na Wielki Tydzień;)