Popularne posty

poniedziałek, 28 lipca 2014

Pożar i strzały w lesie...

Oto sytuacja sprzed chwili: Księżniczka w basenie, Kruczek pod moim leżakiem, na kolanach książka, aż tu naraz - syrena wyje! Najpierw w sąsiedniej wsi, potem zaraz u nas. Wszyscy lecą co tchu do remizy, dalszy sąsiad już pędzi na rowerze, za nim dwa pieski, kto żyw podchodzi do płotów - pożar!!! A to nie przelewki - są żniwa, sucho straszliwie, każda iskra to zagrożenie dla całej wsi! Jadą ci z sąsiedniej wsi, ubierają się w samochodzie, widać przez okna przejęte twarze. Za nimi nasi, zebrali się w 30 sekund - ludzie, kto nie widział OSP w akcji nie wie, co to pośpiech! Włączyli syreny, drzwi otwarte, dosiada się po drodze jeszcze jeden druh, migają hełmy, migają żółte napisy - ubierają się, jadą, pojechali!!!
A my - wszyscy przy płotach, tzn. bez Księcia Małżonka, bo on ma ludzi od tego;)
Wracają sąsiedzi na rowerach z remizy - pali się w gminie, podobno kombajn, podobno słoma, podobno także i zboże. Sąsiad dalszy nie wytrzymuje, wyprowadza auto - jedzie zobaczyć gdzie i co - ma w gminie córkę...
A tu podjeżdża Sąsiad rowerem, ten od tojotki i mówi, że nie ma Elzy, i aż łzy ma w oczach... Elza to wspaniała, wielka psica, najpiękniejsza we wsi - moja ulubienica!!! Podobno wczoraj Sąsiad ją wypuścił trochę na ogród, zawsze była posłuszna, ale poleciała z takim "kajtkiembezmajtkiem" od dalszego sąsiada i zniknęli za stodołą. Nie wróciła na kolację, kajtek też nie. A wieczorem w lesie Sąsiad dwa strzały słyszał... Jeden i zaraz potem - drugi... Objechał las od naszej strony - ani widu, ani słychu...
Nie wierzę i już. Moja ulubiona Elza wróci... Sąsiad odjechał smutny jak nigdy, twierdził, że już nigdy żadnego psa... Sąsiadka pono popłakuje i robi mu wymówki, że wypuścił ją wtedy... No, ale przecież wypuszczał ją często, po kilka razy dziennie... Ona wróci.

PS. Wieści z ostatniej chwili - to nie kombajn, to stóg słomy - i co gorsze - las! Przy drodze na moją stacyjkę... Nasi jeszcze nie wrócili. Gaszą. Zanosi się na burzę, mogłaby trochę im pomóc. Na moim oknie w cieniu 34 stopnie...
PS2. Grzmi coraz bliżej, niedługo stracę łączność.

niedziela, 27 lipca 2014

Lebioda dentata)

Różne rzeczy bezzębne bywały w kulturze "uzębiane", np. wagina - "vagina dentata" straszyła facetów, a niektórych pożarła;) Księżniczka teraz przechodzi dziwny okres refleksji nad naturą roślin i - choć dotąd nie czuła żadnego strachu przed nimi - teraz boi się niektórych - zupełnie nieracjonalnie, bo to ani pokrzywy, ani inne barszcze;)
W czasie niedawnego spaceru zachciała do bukietu pałkę - taka brązową, wodną pałkę - nazwa botaniczna nie jest ważna wiemy o co chodzi;) Z narażeniem życia, nie mając najmniejszej ochoty na kąpiel w rowie melioracyjnym, urwałam jedną, a ona na to, że nie weźmie, bo się tej pałki boi!
Nie dalej jak wczoraj przyszła z wyrwaną z korzeniem lebiodą i twierdziła, że lebioda ta może być niebezpieczna i że się jej już boi, i że mam wyrzucić.
Strachy, jak to strachy, przychodzą i odchodzą, niektóre zostają, ale zawsze są dobrym materiałem literackim. Dziś od samego rana przyszedł mi do głowy zatem taki wierszyk o "uzębionych roślinach", niebezpiecznych lebiodach, które czyhają na dorosłych i na dzieci:

"Mamo, moja Mamo!
Boję się rośliny!
Jej paszcza rozwarta,
pełniutko w niej śliny!

Zaraz mnie pochłonie!
W całości! na miejscu!
By uczynić zadość
Apetytu chciejstwu!

Cóż ja będę robić
W chlorofil zmieniona?
Gdzież będa me oczy?
A gdzie me ramiona?"

"Nie płacz, dziecię, nie płacz!
To tylko roślina!
Pan Linneusz mówi:
<Im nie cieknie ślina!>"

"Racjonalizm, Matko,
odłóż do lamusa!
Już nastaje na mnie!
Zaraz zrobi susa!"


I pożarło dziecię
zielę spod okapu!
Biedna matka szlocha:
"Dajcie mi randapu!!!!!!"


A zaraz za nim poszły następne:

-"Ja się boję wodnych pałek, bo podobne do zapałek!"
 -"Ja się boję i nagietka, bo chce mojego napletka!"
-"Ja się boję rozmarynu, chrońmy się pod liść wawrzynu!"
A zaś wawrzyn trwogę budzi - zjada łacno swoich ludzi!

I taka skarga na lebiodę:

"Nie jestem już młoda,
gryzie mnie lebioda!
Ogryza mi kości,
i liże jak loda!"

"Nie jestem już młody,
boje się lebiody!
Goni mnie ze szpadą!
(Jest wielkiej urody)".

Cóż to się nadziało?
Flora "oszalało"!!!
Agresywne zielsko
na ludzi powstało!

Lebiodowa armia,
zielona husaria,
rusza do ataku,
a hymnem im aria!!!!

Kto ma pomysł? czekam na propozycje;) Taka ładna niedziela, popiszmy coś o naszych roślinkach;)

sobota, 26 lipca 2014

Kretowata i American pie;)

Moja kreatywność wcale nie jest jakoś tam najwyższa;) A że organ nieużywany zanika, lubię czasem ją poćwiczyć - oczywiście dzieje się to przypadkiem, z zaskoczenia, wtedy jest więcej zabawy;)
Dzisiaj zatem postanowiłam upiec szarlotkę po amerykańsku, gdyż mają do mnie przyjść sąsiadki po południu, a lubię je czymś zaskoczyć. Dzwoniłam do Mamy, ale Mama mówiła coś o biszkopcie ze szpinakiem i bitą śmietaną, uznałam to za zbyt wysoki dla mnie poziom abstrakcji i ostał się pomysł amerykańskiej szarlotki.Wyszła szarlotka a'la Kret:


Przeryłam się przez przepisy, głównie amerykańskie, wybrałam jeden, zagniotłam ciasto i włożyłam do lodówki. Ciasto trochę zmodyfikowałam, bo nie będę przecież gnała do sklepu gminnego, bo u nas zamknięty ( a o tym "dlaczego" będzie osobny post;).

Przygotowałam jabłuszka, ale kreatywnie, bo brakowało tego i owego;)

Po jakiejś godzince (w oczekiwaniu na ciasto wymyśliłam przepyszny pilaw jaglany z kminkiem według pięciu przemian i zjadłam cały garnek) zabrałam się za wałkowanie ciasta maślanego. Za nic nie chciało się rozwałkować, rozłaziło się.

Wykleiłam więc dno tą mazią, na to wsypałam jabłka. Eleganckiego i równo obklejonego wierzchu już oczywiście nie będzie... pomyślałam ze smutkiem, bo jak żywa stoi mi scena z "Królewna Śnieżki", gdy ona w tym oknie, w tej posprzątanej kuchni piecze im pie i okrawa to naczynko i śpiewa;)
Żadnego śpiewania nie było, a raczej coś niecenzuralnego i nie dla dzieci;)
Dodałam trochę mąki, rozwałkowałam na ile się dało i przykryłam te jabłka - efekt poszedł się czesać, a cały sosik odparuje!!!
Wstawiłam takie coś do pieca:
A wyjęłam takie coś:
I... jest pyszna!!! Po co komu prezencja, gdy ma w sobie to coś:) chyba do popołudnia czeka mnie powtórka z rozrywki, bo Książę Małżonek niebezpiecznie krąży wokół tortownicy. Do tego bita śmietana albo lody waniliowe, malinka i listek mięty cytrynowej... Kreatywność górą! Komu kawałek?;)

No, ale wzorca z kreskówki to on nie przypomina;)
Filmik mi nie wchodzi, ale zajrzyjcie tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=FW_4q905XZw
 
PS. Ponieważ już spłynęły życzenia imieninowe, bardzo wszystkim dziękuję;) Placuszek dla Was;) Szkoda, że nikt nie wymyślił drukarki do jedzenia;)

piątek, 25 lipca 2014

No muszę...

sorry... Pewnie wszyscy to już widzieli na swoich fejsbukach, ale muszę to wkleić u siebie;)))


Ja nie mogę;))) Ja się turlam po prostu, odkąd Sisek mi to pokazał;)))

czwartek, 24 lipca 2014

3 x K

Księżniczka, Kruczek i Kretowata - a kto pomyślał co innego musi iść do siebie i się nad sobą zastanowić;))))
Rano do powiatu, bo Księżniczka nie miała kaloszy - zakupiono zatem i... od razu zrobiono z nich użytek;) Co się będą marnowały i stały takie piękne i nieskalane.
Wczoraj nad nami przeszła burza jakich mało - była dosłownie ściana wody, która pozalewała wszystkie podwórka, koleiny i łąki, a potem padał grad, który opieszałym wymłócił zboże na polach i stratował kwiaty w obejściach, a potem znowu padało, i tak w kółko.
Dzisiaj cały dzień pada to mocniej, to słabiej, ale jest ciepło i widać, jak ziemia paruje wokół lasu. "Ścierniska podmokły, fajnie by się na nich ślizgało" - pomyślałam niezgodnie z metryką i zaprzęgłam psa. Księżniczki nie musiałam namawiać;) Tak u nas pięknie po/w deszczu:


Kruk w swoim żywiole:
Moje Drzewo:

Na ścierniskach fajnie, a za nimi - polne drogi - a więc - radocha dla wszystkich:


Kalosze są szczelne, ale - za krótkie, następnym razem nabędziemy takie wędkarskie, do pasa - czy ktoś wie, gdzie można kupić różowe kaloszki wędkarskie w rozmiarze 31?

wtorek, 22 lipca 2014

Idzie Kret przez wieś;)

od MM-a. Strzała zachorzała, trza było odprowadzić. Idę sobie zatem nazot, a wokół grają bizony i sypią w oczy czym popadnie, z pól słychać tłuczenie młotkiem w oporne żelastwa, które zawsze psują się na samym środku, rzucanych koorew już nie słychać, ale są, są na pewno. Podobnie jak te prawdziwe, które rozebrane prawie do naga stoją sobie w lesie. Ale kto by ta mioł czas?
Drogą ciągną sie przyczepy pełne beli słomy, a w kabinach traktorzyści spaleni słońcem i zmordowani upałem - żniwa. We wsi cisza, gdy komabajny wyjadą, zostają tylko kobiety i dzieci.

- A co na łobiot robisz dziesiej swojimu?
- A ta, pszesmrodzo i pszesmrodzo, duszune pyry dzisiej mo i mizerie, bo ogórki mi poprzerastały. Kawoł mincha z zupy i kumpot z porzyczek!
- Ło to ładnie! u mnie ta dzisiej karkófka z sosym i buraczki. A po surófke ide do składu!
Zmawiają się przy płotach sąsiadki z innej dzielnicy;)

- A nie chcesz tam jabłek trochę? - krzyczy moja Sąsiadka.
- A chce - odkrzykuję się przez bizona.
- To se nazbirej! - krzyczy ona.
A zza jej pleców Sumsiot macho rynkum, żeby wejś. Wchodzę. A tam w garażu dopiroz!!! Tojotka bumbninto!!! W doope! W powiatowym mieście! Sumsiot czeko tero na pezet-u. Szkoda tojotki.

Obgadalimy co tam trza, tyż o Strzałce, co trza zrobić i że nie wiadumo, trza rozebrać najsampierw, a tu sms od Siska. Że mi podrzuci to swoje i czy może? Co sie goopio pyto - uwielbiam moja siostrzenicę przecież.
Zaro ino na podwyrek, ściuńć trawe, żeby pszczoły nie chodziły po koniczynie, bo poźrum, pozbirać Krukowe goowna, bo wdepnum, rozłożyć basen i nagrzoć wody, bo się zaś przezimbium, nagotować łobiot, hamak powiesić nazot jak był, lotanio, że fest!
A tu drze się zaś Sumsiotka przy bramie przez bizona:
- A tu mosz kapuste na łobiot - już posiekano! Ino gotuj abo co! A tu mosz ogórki na mizerie! A tu mosz japka na placek! A tu mosz takum spódniczke dla Mały uszyłam z taki resztki.

Spódniczka była zapakowana w taki mega-cukierek;) Wspaniała, haftowana, bawełniana;)


 Rzeczona kapusta:

 Mizeria in spe:



Morze i wszystko, co się z nim wiązało poszło sobie w niepamięć, zabiera mnie wieś i jej życie, spadam do kuchni, byde kisić tum kapuste - bo kto tero u mnie zji tyyyylachna kapusty??? Już posiekany!
A to dopiro południe, a dzie do wieczora? A jeszcze byde mieć bunanze z nimi tutej, ło matko, ło matko...

poniedziałek, 21 lipca 2014

Raport;)

Już jestem;) Opalona jak czarna oliwka, zasolona jak dorodny śledź, wypoczęta jak... no, nie wiem - złapana w sieci makrela? Z Księżniczkowym towarzystwem słowo "wypoczynek" nabiera innego znaczenia, co nie znaczy, że wolałbym i umiałabym "wypocząć" bez Książęcej bandy;))) Przejechałam prawie tysiąc kilometrów, całe szczęście, że tym razem na autopilocie;)Trasę znam na pamięć, bo co rok meldujemy się w tym samym miejscu. Po takiej trasie można już przyznać Złote Krety, choć niewykluczone, że w tym roku rozdanie będzie powtórzone...
Zatem - Złotego Kreta w kategorii najwspanialszy posiłek na trasie zdobywa pewien zajazd między Obornikami a Piłą, gdzie podano mi naprawdę dobrą jajecznicę na pomidorach z naprawdę dobrym espresso, choć pani pytała się trzy razy, czy wiem, jak mała jest ta kawa...
Złotego Kreta w kategorii "wszystko dla wegetarian" zdobywa stacja Orlen w Chodzieży, gdzie dla wegetarian "nie ma nic", choć oczywiście są hot-dogi, ale podejrzewamy, że w nich jest jakieś 2-3 % mięsa, więc nie jadamy;)))))
W kategorii najuprzejmiejsi kierowcy na trasie statuetkę zdobywa Ujście - co prawda nie można się tam zgubić, ale tych kilka kilometrów przez miasteczko jedzie się z prawdziwą przyjemnością. W kategorii wręcz przeciwnej pierwszeństwo zdobywa Koszalin - najgorzej oznakowane miasto północnej Polski, które ma fajną obwodnicę, ale z jakichś względów trzyma to w tajemnicy;) Nikt tamtędy nie jeździ i wszyscy gniotą się w korkach przez miasto, gdzie koszalińscy kierowcy trąbią na wszystkich i wszystko...
Złotego Kreta dla najbardziej odjechanej miejscowości na trasie zdobywa Ubiedrze, mimo, iż miało silną konkurencję w postaci Chwalimia i Omulna. W Chwalimiu można zamieszkać, gdy nikt nas nie chwali, a Omulno kusiło mnie swa nazwą, gdy wracałam i byłam nieco "zmęczona wypoczynkiem";)
Złotego Kreta za największe dziury-niespodzianki zdobywa odcinek między Piotrowem a Gołuchowem - przyczajona dziura, ukryta jama, po kilku kilometrach super nawierzchni dla uśpienia czujności kierowcy.
W kategorii "miejsce sądu ostatecznego" Złoty Kret wędruje do Obornik, gdzie na wiadomym wiadukcie, za nim lub przed nim stoi się ZAWSZE w kilometrowych korkach, to taki trójkąt bermudzki;)
W kategorii tekst trasy wygrywa jak zwykle Księżniczka, która pytanie "daleko jeszcze?" zadała chyba z milion razy, a w końcu - gdy już opalała się na plaży, odezwała się w te słowa; "Mamo, daleko jeszcze??"
Złotego Kreta dla najlepszego nawigatora otrzymuje bezsprzecznie Książę Małżonek, gdyż nie musiał robić nic, bo znam trasę na pamięć;) Gdy raz spróbował i podpowiedział mi tonem GPS-owym: "Za 50 metrów skręć w lewo" - okazało się, że jest to 250 metrów i w prawo, co go niepomiernie zdziwiło, więc zamilkł, a na swoje usprawiedliwienie bąknął: "Bo ja jestem GPS pałubiczny";) Cóż za samoświadomość;)
Pierwszy raz na wakacjach była też z nami Strzała, i spisała się na medal;) Zwłaszcza liczy się to, że przywiozła więcej staffu niż wywiozła, i zdołała zmieścić jeszcze dwa nadmuchane koła, Panią Kaczkę, wiaderko piasku z plaży, dwie butelki wody z morza i siatki muszelek "arcyniebałtyckich".
Kruka z nami nie było - jakkolwiek psy kocham miłością dziką nie lubię ich towrzystwa na plaży i nigdy nie zabieram. O tym, jak zachowywały się na plaży psy, ludzie, kuracjuszki, sztygarowie i roznosiciele kukurydzy - następnym razem. Teraz muszę się ogarnąć.

PS dla Piotra - Piotrze!!!! Zakrzyczano mnie w samochodzie - żadnego zjeżdżania z trasy, bo nad morze się im spieszy, bo do psa z powrotem im się spieszy - ale następnym razem odwiedzę Węgorzewo, już teraz ledwie się powstrzymałam;) Jeśli wyruszysz na południe, melduj się, zajedziesz do mnie;)
PS dla Izy - Iza myślę o tekście dla Ciebie, ale musze dorobić zdjęcia;) Darujesz mi jeszcze trochę czasu?
PS dla Aśki - odpisuję na maila;)

wtorek, 15 lipca 2014

sobota, 12 lipca 2014

Czy to pies czy to bies?

Kto pamięta ten sławny żart z "Romantyczności", który powstał dzięki Odyńcowi i Słowackiemu?
Przypomnijmy sobie początek:

Szło dwóch w nocy z wielką trwogą,
Aż pies czarny bieży drogą,
Czy to pies,
Czy to bies?

Rzecze jeden do drugiego:
Czy ty widzisz psa czarnego?
Czy to pies,
Czy to bies?

Żaden nic nie odpowiedział,
Żaden bowiem nic nie wiedział.
Czy to pies,
Czy to bies???

A ja wiem. Mój pies to bies. Chwilę po zrobieniu tego zdjęcia rzucił się na przygodnie spotkanego rowerzystę i podarł mu koszulkę. .. Gdyby nie smycz...
Rowerzysta okazał się moim kuzynem... Koszulka kosztowała mnie dwa piwa i wieczór fajnej gadki przed meczem. Tak się Kruk zbiesił;)))
Chyba czas na kaganiec, bo browar będę musiała otworzyć...