Popularne posty

poniedziałek, 1 września 2014

Kret się w końcu puścił;)

"Co dziś słychać w świecie koniarzy?" - zapytał "skoro świt" (czyli koło 11-tej) Książę Małżonek, gdy przetarł oczęta. Ano co słychać? Nic. Bo konie mają teraz remont stajni, regenerują się, a my mamy przerwę w "treningu";)))) Ale ja nie tracę czasu, gdyż doświadczenie siodła otworzyło mi oczy na wiele spraw, a już zupełnie zmieniło postrzeganie literatury i - jak to Kret - postanowiłam trochę poryć w tej sprawie głębiej, bo mam pewne przeczucia, o których jeszcze muszę zmilczeć;)
Na padoku postępy moje są zresztą "gigantyczne" - dokonał się przełom: puściłam się (!!!!) siodła w kłusie anglezowanym i do tego - z zamkniętymi oczami!!! Tak, wiem, jestem niespełna, ale na tym polegało ćwiczenie, które pomogło mi się w końcu rozluźnić na koniu! Zrozumiałam, że i tak mam przesrane, skoro już na nim siedzę, muszę mu zaufać, a moje oczy w niczym mi nie pomogą w razie czego;))) Po raz pierwszy zatem w czasie jednej jazdy dokonałam dwóch niemożliwości: puściłam się - (!!!) jak to brzmi! - i wyluzowałam;))) To zasługa jedynie trenerki, która jest doprawdy nieziemska;) A może i trofiejnych bryczesów, które naprawdę pomagają trzymać się w siodle (mimo, że są trochę za duże)!  Coś mi mówi, że za rok dołączę do dożynkowych kaskaderów konnych;)))) I oby nie wcześniej...
Gdy po treningu pytałam w stajni, czy zadowalający efekt rozluźnienia można osiągnąć również sposobem alternatywnym - mianowicie poprzez wypicie setki wódki przed jazdą, usłyszałam czyjś gromki śmiech...
A to taki pan, w sile wieku, w rozklepanych do reszty skórzanych, wysokich butach do jazdy, w wytartych bryczesach wojskowych i zielonej koszulce. Podszedł do mnie i powiedział; "A z pani to jeszcze będą ludzie!" - po czym wsiadł do białego "weterana szos" i pognał w las, zostawiając mnie zdumioną, z siodłem na rękach, w osłupieniu... To musiał być ON - PRAWDZIWY KONIARZ!!!
Więc kiedy nie jeżdżę - czytam literaturę fachową i zachwycam się tym, jak bogata i ciekawa jest historia jeździectwa! Zupełnie inne spojrzenie na wszystko! Już wiem, jak wygląda kulbaka, jak siodło westernowe i jak można wspaniale jeździć w tym stylu - tak jeździli średniowieczni rycerze! Doczytuję o kawaleryjskich zwyczajach koszarowych i płóciennych wiadrach do pojenia koni - bardzo poręczna rzecz! A jazda na damskim siodle!!! - to kopalnia wiedzy!!! Jeśli chcecie, to Wam poopowiadam, jak to kiedyś robiły amazonki;) Miały jaja, kobity!!!
Opowiadam o tym wszystkim Księciu, którego wciąga to tak samo jak mnie, stąd tak się dopytuje, co tam doczytałam nowego...
A dzisiaj dostałam od niego prezent;) Czyż to nie urocze? Jestem wzruszona i doprawdy nie wiem, co napisać... Czy ktoś dostał kiedyś coś równie romantycznego i poruszającego? Równie bogatego w znaczenia i wieloaspektowo ujmującego rzeczywistość? No, sami spójrzcie... Znalazłam to po południu na komputerze - zawilgotniały mi oczy...


"Taka miłość się nie zdarza"...

niedziela, 31 sierpnia 2014

DD czyli Deszczowe Dożynki;)

O dożynkach w naszej gminie pisałam już tutaj:
http://wiejskoczarodziejsko.blogspot.com/2012/08/dozynki-gminne-czesc-oficjalna.html
A rok temu weseliłam się u Tomaszewskiej, więc w tym roku jak znalazł - pojechaliśmy na dożynki;) A choć nie pracujemy w tej branży, mieszkamy tu i razem z rolnikami chcemy też cieszyć się z zebranych plonów i zamknąć wspólnie sezon. Napracowali się, napocili na kombajnach, niech nam na cały rok starczy wszystkiego, czym gleba obdarzyła! Lubię ten dzień - to łagodne i w sumie wesołe przejście z lata w jesień, lekkie wyhamowanie, zwolnienie obrotów, poczucie dobrze spełnionego obowiązku, zimne piwko, lody truskawkowe, baloniki i wata cukrowa - któż tego nie lubi?
A w tym roku spadł sobie deszcz i dożynki jakieś takie były - zważone;) Niby fajne, ale to już nie to - bez słonecznej pogody;) Gdy po dużych lodach zapakowaliśmy się do Strzały, lunęło jak z cebra... Ale zdążyłam kilka fotek machnąć;)
Były maszyny "ze słomy" i maszyny "z maszyn":
Znów byli kaskaderzy konni, ale nie wiem, co wyszło z ich pokazu, bo zaczęło tęgo lać. Przyglądałam się, jak rozgrzewali się na "torze":

video

Wszystkim przygrywała orkiestra, jak na mój gust, nieco zbyt langsam-langsam;) Przepraszam za złą jakość nagrania, ale aparat mój szczątkowy był regularnie bombardowany przez gigantyczny balon w kształcie jednorożca, który powierzono mi na przechowanie, gdyż właścicielka wściekała się na dmuchanym zamku;)

video

A skąd ta orkiestra?
A stąd:

Hana, to od Ciebie???
I zdążyliśmy przed deszczem - co ważne, bo przed domem suszyły się ubranka na jutro - na ROZPOCZĘCIE ROKU SZKOLNEGO - kto nie wierzy, że lato tak szybko minęło??? JA!!!! JA!!!!!!

sobota, 30 sierpnia 2014

Kret i Kruk uciekinier

To się stało wczoraj, wieczorem, koło siódmej/ósmej. Poszłam do sklepu, "pies zostaje" - miał przykazane niejaki Kruk. Od pewnego czasu nie zabieram go już do sklepu, bo przywiązany nawet na chwilę strasznie szczeka na innych klientów! Poza tym boję się, że go ktoś spuści "dla jaj" ze smyczy, co zasugerowała mi dalsza Sąsiadka, bo "widzum, jak ty go kochosz!"
Idę sobie, idę, pies został pod lipą, oparty o płot - patrzy za mną. I po swojemu narzeka. Nagle - narzekanie się skończyło. Kierowana jakimś instynktem, odwracam się, a ta cholera, tzn. Kruczysko nakrapiane, zasuwa za mną do sklepu!!! Ale żeby po chodniku!!! Gdzie tam!!! Całą szosą!!! Od krańca do krańca!!!!
A tu po obu stronach domy - tu naszczekuje Elza, tam na podjeździe czeka w gotowości czarny Kajtek, z drugiej strony dwa kocury aż się proszą o interwencję - a Kruk: rozbiegane oczka i cały na wolności!!!
Spanikowałam w pierwszej chwili, ale zaraz oprzytomniałam, bo psa trzeba natychmiast zabrać z jezdni;)
Postawiłam koszyk, a że nie chciałam drzeć się na całą wieś i go straszyć, bo pewnie wyczułby moją lekką panikę w głosie, rozejrzałam się, czy nic nie jedzie i ile mam czasu, a potem po prostu przychyliłam się, poklepałam się po kolanach, jak zawsze, gdy się bawimy, a Kruk - uśmiechnięty i w lansadach podbiegł do mnie natychmiast!!! To niebywałe!!! Pierwszy raz w życiu przyszedł na pierwsze wezwanie, gdy się wyrwał na wolność!!! Zwykle za cholerę nie przychodzi! Ale nie był taki, podbiegł.
Czuł jednak, że zrobił źle - gdy już był przy mnie - posikał się bidulek z wrażenia!
Nie miałam smyczy, więc drania na ręce (dobra zgrzewka wody mineralnej w ruchu;) i do domu. Nie karciłam go zbytnio nawet, bo cieszyłam się, jak głupia, że przyszedł od razu! I chciałam go nade wszystko zabezpieczyć!
Na podwórku okazało się, że  - wyjątkowo - nie zamknęłam bramy na łańcuch i kłódkę, tylko na skobel, który Kruk sobie podniósł! Złoczyńca poszedł do chlewika siedzieć w kozie, a ja poszłam z powrotem do sklepu.
Całe szczęście, że tak szybko go złapałam, skóra mi cierpnie, na myśl o tym, co mogłoby się stać!
Oczywiście, w domu dostałam reprymendę od reszty załogi, że jestem nieodpowiedzialna, bo od dawna wiadomo, że ta małpa (Krucza) sobie wszystko otworzy!
A tak zbieg wygląda teraz:


No i jak go nie kochać, co?

piątek, 29 sierpnia 2014

Warzywniak jak się patrzy...

Takie cuda tylko w Sąsiedzkim ogrodzie.
Czarne pomidory:

 Okrągłe ogórki:
 Kwiatki, które "ogoliłyśmy" do sypania na odpuście:
 Wszystko rośnie jak głupie;) A u mnie nic, ino pyrz! Zdjęć dla kontrastu nie dam;)


Miłego ostatniego weekendu wakacji!

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Gdzie te chłopy? - czyli obserwacje z siodła

Wytrwale uczę się jeździć, a przy moim zacięciu może za jakieś pięć lat dadzą mi wodze do rąk;) Póki co nie zniechęcam się, miszczem i tak nie będę, chcę być tylko władna koniem jechać nad Wartę. Instruktorka mówi coś o dwóch miesiącach jeszcze - ale to jest płynne bardzo;) No właśnie - instruktorka. Za każdym razem to kobieta;)
Moje dziecko (też kobieta) ma trzy instruktorki na zmianę - wszystko kobiety. Z wysokości siodła widzę dobrze - wszystkie dzieciaki na sierpniowych turnusach jeździeckich (a widziałam ich cztery zmiany) były w znakomitej większości dziewczynami!!! Te stada dziewczynek uczą się, czyszczą konie, skaczą przez przeszkody i siodłają wielkiego jak góra Kordela! Nie widziałam ani razu tatusia, który wsadzałby na kucyka syna, a córki - proszę! - jedną po drugiej!
Jednak kierownikiem stadniny i głównym instruktorem od grup zaawansowanych jest facet, zresztą super fajny;)
Nie widziałam kobiety, która byłaby w moim wieku na lonży! Zwykle mamusie zamawiają czarną kawę i siedzą wzdłuż padoku, z minami o których lepiej nie mówić, (jest to skrzyżowanie hrabiny z odętą subretką, żeby użyć języka XIX-wiecznych powieści) - nie wiem dlaczego zupełnie!
Wśród jeźdźców zaawansowanych jest jednak kilku facetów, zwłaszcza w niedzielę dominuje model "prezesa", który przyjeżdża "z miasta", by spędzić "niedzielę w siodle". Niby nic w tym złego, ale "wkurzacz" od Deski należy wybitnie do tego gatunku. Należy ich unikać, już się nauczyłam;) Ich ego przysłania nie tylko konia, ale i całą stadninę;)
Z siodła widać lepiej i dalej - i tu rysuje się dziwaczny obraz: jeżdżą dziewczynki, uczą się dziewczynki... A co się z nimi później dzieje? Gdzie giną? Co się stało z ich spontanicznością, że - nawet jeśli potrafią - siedzą i upozowane milczą jak świnksy? Gdzie się chowają, że widać później tylko facetów? Przypomina mi to np. sytuację na studiach filologicznych: studiują same prawie kobiety, a wykładowcami i dyrektorami instytutów są mężczyźni! Czy to się może "odwrócić?"
Czy jeździectwo to w przyszłości "kobiecy sport?" Czy zauważony przeze mnie trend się utrzyma? Czy to może tylko "specyfika lokalna"? I gdzie te chłopy? Fajne, normalne, takie właśnie "koniarskie"? Gdzie? Bo to, że pan zmienia raz w tygodniu audicę na konia mnie nie przekonuje;) Gdzie kawaleryjska fantazja?
Macie pomysł? Może u Was jest inaczej?
W stajni, gdzie jeździ Sisek jest tak samo - instruktorem i kierownikiem jest facet - bardzo spoko gość - a jego kursantkami są kobiety i dziewczynki! Jego zastępcą jest jego własna córka - która cwałuje po rzece i dla mnie jest wzorem amazonki! O nią się nie boję, ta nie zginie - zawsze będzie jeździć;)
Może to kwestia motywacji i zdeterminowania, że jak facet coś robi to dożywotnio, a laska się zniechęca, albo potem uznaje, że "nie wypada"? Może po prostu gorzej jeżą i po drodze - exusez le mot - spadają;) Może trzeba jakiś parytet - wśród dzieci dla chłopców, wśród dorosłych dla kobiet?
Nie znam się, jeździłam dotąd tylko w dwóch miejscach... Koniary? - macie jakieś swoje obserwacje na ten temat?
Generalnie - kwestie segregacji płciowej są mi obce, nie dzielę ludzi na męskie i żeńskie, bo nie wiedziałabym, gdzie sama musiałabym się zaklasyfikować, ale takie obserwacje przyszły mi do głowy na koniu... A myśleć, kurna, o pięcie i o łydkach, żeby konia w kłusie utrzymać, psia para! Tak to jest z tymi babami - na okrągło myśli, zamiast się trzymać konkretów;)


I siodła, żeby wstydu nie było;)

wtorek, 19 sierpnia 2014

"Mieszkam w wysokiej wieży..."

To prawda. Choć mój domek malutki i jakiś taki najskromniejszy, jest wieżą. Mieszkają w nim rozbitkowie świata tego, wewnętrzni emigranci pełni niezgody, jacy starzy, tacy głupi;)
Wierzą w zabawy słowami, zaczerniają papier, z miernym skutkiem wychowują dziecko i psa.
Fosa jest trochę zielona, trochę piaszczysta, latają nad nią myszołowy i żurawie, wydeptują ścieżki dziki i sarny. Traktory bronują na niej równe pasy, by żadne zło się nie przedarło niezauważone.
Raz dziennie wychodzą na patrol, z psem tropiącym, jak się należy, obchodzą granice... Sprawdzają pomniejsze wartownicze posterunki, zbierają meldunki i świeże jeżyny.




Wchodzą do lasu i milkną, kładą się w wysokiej trawie i przytulają.



Bywa, że wracają spokojnie, bywa, że biegną przed nadchodzącą ciemnością, bywa (tak, jak wczoraj), że przemoknięci do suchej nitki, ubłoceni po pas, kroczą dumnie środkiem przyoranego ścierniska w promieniach zachodzącego westernowo słońca, a pies jaszczurzy się na smyczy w stronę domu, malutkiego jak klocek lego.



I oprócz gorącej kawy z imbirem, oprócz kieliszeczka zbyt młodej wiśniówki, jeszcze takie coś:


"Chwilo, trwaj! Jesteś piękna!"
PS. Profesjonalistów przepraszam za jakość zdjęć, mam tylko prymitywny zmarkfon. Marzenie o dobrym aparacie jest dla mnie równie możliwie do spełnienia jak to o koniu czy słoniu;)

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Jak Kret śpiewająco ujeżdża 100 koni;)

mechanicznych, naturalment;)
Dzisiaj odwiedziłam dwie ujeżdżalnie - najpierw taką:

a później taką:
Którą wolicie? Bo ja obie!!!
Samochód już mam, mam od wielu, może zbyt wielu lat;) Ale koń! Mieć konia - to byłoby coś! Dzisiaj mi się śniło, że... w mojej stodole mam konia!!! Klaczkę zupełnie podobną do Deski, tylko nieco niższą;) Kruczek sypiał z nią w stajni, tzn. w garażu, a rano wsiadałam sobie na nią i jechałam do lasu po rżysku, a potem parkowałam konika pod moją pracą i portier go poił;))))... Ach - marzenia! Po pierwsze - w stodole burdel okrutny, po drugie - z koniem gorzej niż z dzieckiem, po trzecie - jakie do lasu, kiedy dopiero anglezowanie na lonży w wolnym kłusie wchodzi w grę, po czwarte - asertywność szwankuje, a konie tego nie lubią, muszę najpierw się uasertywnić;), a po piąte - cytat z Mojego Ojca: "z psem sobie nie dajesz rady, a gdzie koń!";))))
Ale gdybym tak wygrała w totka, to zaraz: nowy dach na stodole, masztalerze na dwie zmiany;), padok na ugorze, i codziennie rano przytulanko do konia;) Wiecie, jakie to uczucie, gdy koń przytula swój łeb do mojego? Magia;)))
Z mechanicznymi niby mniej problemu, ale - nie zawsze;) A przytulanko - no sorry;)))
Dzisiaj po koniach pojechałam na przegląd i okazało się, że na ten wspaniały pomysł wpadło kilku innych kierowców z gminy;) czekałam więc sobie w kolejce grzecznie, aż pan Waldek kochany weźmie mnie na warsztat;) Otworzyłam sobie okno, żeby z nim tam pogadać, wręczyć dokumenta etc. A kolejka spora, jeden na obcych blachach - to wiadomo, dłużej o wiele;), więc pyknełam sobie radyjko w Strzałce. Radyjko do chrzanu ma ten samochód, nigdy nie wiadomo, którą stację odtwarza, za to II PR nie chce nigdy:-(
Tym razem leciał taki szlagier, jak najbardziej na czasie:


A więc śpiewam sobie - no, ok, może trochę za głośno, bo przecież mam "okna pozamykane" (!!!!!!), przesadnie akcentując charakterystyczne "l" przedniojęzyjowo-zębowe, niedościgle w tej piosence realizowane, a potem, gdy już się szlagier zakończył, wyłączyłam jakieś tam reklamy i śpiewam sobie już sama, na pełne gardło, wyzwolone z współczesnych norm fonetycznych, zanurzone w przedwojennej pronuncjacji, rozkołysane i melodią, i koniem, z którego niedawno zsiadłam...
I nagle widzę, jak spod auta obok wyjeżdża taki "wózeczek mechaników" - taka niby-deskorolka - a z niej podnosi się młodziutki, może 20-letni adept mechaniki pojazdowej i patrzy na mnie "blękitnymi oczyma" wielkości oczu końskich, i w tej samej chwili przychodzi mi do głowy, że... szyba była jednak otwarta!!!
Resztę pozostawiam waszej wyobraźni;)
A gdy siedziałam już w biurze u pana Waldka, czekając na konieczne kwity i płacąc za przegląd tylu koni naraz, ni stąd ni zowąd z zaplecza usłyszałam, jak ktoś gwiżdże tę niezapomnianą melodię;)))) I nagle drzwi uchylają się, w szparze pojawia się para "blyszczących niebieskich ócz" i jedno z nich mruga do mnie!
A to "lotr"!!!!
PS. A zwróćcie uwagę, jakie muszę mieć w Strzałce czyste szyby;)))))

niedziela, 17 sierpnia 2014

Kruk sam w domu...

Do niedawna nie zostawialiśmy go w domu w ogóle - bałam się, ze przegryzie kable i porazi go prąd... Ale nie jest taki głupi, na jakiego wygląda i prąd go w ogóle nie obchodzi, więc raz po raz zaczęliśmy go zostawiać samego w domu  - na króciutko, potem na dłużej. Dzisiaj został sam na długość całej mszy! Nie może wchodzić na fotele ani na łóżka - takie są zasady. Po powrocie wyglądało na to, że spał sobie pod stołem w pokoju. A potem zobaczyłam ten filmik:


I co? I jak tu wierzyć psu?
PS. No i ten kot;) Nie mogę;)))

piątek, 15 sierpnia 2014

Każdemu jego... Białoszewski;)

Ostatnio miałam wolną chwilę, a każda wolna chwila jest dobra na dobrą lekturę. Wziąwszy więc z koleżeńskiego biurka tom Białoszewskiego znalazłam tam kolejno wiersz dla każdego: i dla Hany, i dla Mariji, i dla Księcia;) Ale znalazłam też i dla siebie.
A ponieważ Kret jest dość typowym przykładem Robota Wieloczynnościowego produkcji polskiej, myślę, że wiersz ten nadaje się również i dla innych Robotów Wieloczynnościowych. Zwykle są one rodzaju żeńskiego, więc chyba powinny być nazywane Robotkami;) Tak czy siak, pasuje jak ulał taka poezja do mojego życia. Posłuchajcie zatem:


Polka ze sobą

nie obda wszystkich sobą

co chcą

co ja chcę?

ob się

nie dać się!

obsobą


Interpretacje sobie daruję, bo i co tu interpretować?;)

A wczoraj, gdy czytałam książkę o udziale kobiet w historii, znalazłam taki wiersz - autorka jest anonimowa, a wiersz był drukowany w jednym z podziemnych solidarnościowych pism z początku lat osiemdziesiątych. Wiersz ma formę zwrotu do mężczyzny, zapewne lekarza:

Gdy rano wstaję, niech mi pan wierzy,
Biegam po domu jak kot z pęcherzem.
Do pracy biegnę jak koń - kłusem,
Jak małpa czepiam się autobusu.
Jak osioł jestem zapracowana,
Jak wielbłąd jestem obładowana,
Jak lwica bronię małżeńskiej cnoty,
Kiedy wieczorem wracam z roboty.
A gdy już usnę, to mi nad głową
Mąż czule szepcze: "Posuń się, Sowo!"
Więc może jakimś cudownym lekiem -
uczyni mnie pan jeszcze człowiekiem?

D. Dąbrowska, Udomowiony świat. O kobiecym doświadczeniu historii, Szczecin 2004, s. 59.


Historia się toczy wciąż tak samo, i nic się nie zmienia  - absolutnie nic!
A żeby jeszcze pokazać, że i gdzie indziej kobieta jest stworem o milionie funkcji, twarzy i zastosowań, posłuchajmy sobie tego:


Miłego świętowania - dzisiaj nie robię NIC poza obiadem, koniecznym praniem, zajmowaniem się dzieckiem, psem i mężem, nadrabianiem zaległości z pracy, etc., etc. - w końcu mam wolne, nie?

czwartek, 14 sierpnia 2014

Wczorajsza wizyta u Hany;)))

Było bardzo fajnie!
W końcu Gospodarze zatrzymywali mnie na noc, ale Książę wściekł się, że nie wrócimy, to wróciłyśmy;))) Okazało się, że potrzebował pilnie pomocy informatycznej;) Ci mężczyźni;)
Było, jak zwykle, wspaniale, u Kurencji znajdziecie nawet konkurs, gdy w końcu "wytrzeźwieją" i wrzucą posta;)))
Hitem był krem brulee robiony opalarką - takie rzeczy tylko Owca Rogata;)))

Taca z kurami od Mnemo kursowała tam i z powrotem, nosząc przeróżne smakołyki:


Frodo jest moim faworytem:


Wróciłam sporo po północy:))) A dziś rano skoro świt do powiatu mus był jechać;)) Wszystkim wielkie podziękowania, było superowo!!!