Popularne posty

piątek, 29 stycznia 2016

Znikam;)

Znikam i już;)
Jedni powiążą to z sytuacją taką czy siaką, inni z taką czy inną, a to i tak okaże się "sytuacją z Księżyca";)
Dawno zresztą nie było tak fajnie;)
Pamiętacie Pi i Sigmę? Im to przychodziło tak samo łatwo, jak mnie - ZNIKAM;)
Do zo;)


Do zo;)) Do zo;)) jest suuuper;))) A sytuacja, taka czy siaka, jest czadowa;))) Nareszcie!!!!

piątek, 22 stycznia 2016

Kret i Goła Baba;)

Miałam okazję ostatnio naprzebywać się w warsztacie MM-a, oj miałam;) A że jestem z tych, co to "widzą wszytko" - stwierdziłam, że MM nie ma w warsztacie rzeczy podstawowej, no - jakby sine qua non: Gołej Baby co się zowie powieszonej gdzieś na widoku. Wisi  jakaś jedna wyleniała, poplamiona olejem, inna na drzwiach - ale wulgarna, taka chuda poza tym - nie spodobała mi się;) MM-owemu staffowi chyba też nie, bo zawiesili ją ciuchami... 
Poczułam, że muszę zainterweniować. 
Porządny warsztat zasługuje na lepszą Gołą Babę;) 
Przy najbliższej okazji udałam się w mieście do stosownego przybytku i zakupiłam  odpowiedni moim zdaniem kalendarz z Gołą Babą - inną na każdy miesiąc, żeby się chłopakom nie znudziła. W miarę gustowne, czarno-białe fotografie prezentowały stosowne ujęcia i nie raziły anoreksją. W sklepie kazałam opakować należycie, bo udawałam się do roboty, a nie chciałam, by moje kumpele z pracy zwątpiły w mą heteroseksualność, bo nici wtedy ze wspólnych noclegów na wyjazdach i grupowych wypraw do damskiego;)
Nie powiem, jak wielkie oczy miał MM, gdy za powrotem wręczyłam mu prezent, dość tylko wspomnieć, że chyba nigdy w życiu nie miał większych;) Ale prezent się spodobał i zawisł w miejscu godnym;) Dla mojego MM-a wiele  bym zrobiła, byle tylko nigdy nie zwątpił w Strzałeczkę i nie odmówił jej - jakże niewdzięcznego - serwisowania...
Mam nadzieję - jakkolwiek to brzmi - że spoglądając na tę Gołą Babę - załoga MM-owa pomyśli o mnie z uśmiechem - tego chyba bym chciała: żeby ludzie tak mnie wspominali;) I nie zawaham się użyć do tego celu Gołej Baby;)
PS. Dziś ja również dostałam stosowny kalendarz - w konie i kucyki;) I myślę o "darczynowczyni" z uśmiechem nie tylko szerokim, ale i głośnym, wspominając naszą wczorajszą rozmowę telefoniczną na temat pewnych wątków w pewnej powieści i pewnych pokus czyhających na kobiety w pewnym wieku;) A teraz już pewien goły i wesoły Kret idzie spać, czego i wam życzy;)

niedziela, 17 stycznia 2016

Piękna zima;)

Mamy piękną zimę. Przyjemne minus dwa stopnie, wszędzie pełno śniegu. jak w bajce. A w powiecie - zero śniegu, podobno u Lidki też nie ma, w Poznaniu - ani płatka. A u nas - pięknie;) Zimowe słonko przygrzewa. Ślisko jak cholera - same przyjemności. A największa - waży jakieś 600 kilo;) Mój Piękny;)

Jak to się dzieje, że na koniu jest zawsze ciepło? Nawet w takich okolicznościach przyrody?




Dzisiaj za to kilka kilometrów  z psem. Cudowne powietrze, cisza, sareny tu i tam...
Dobry obiad, który na dodatek nie ja gotowałam - to się nazywa weekend;)

piątek, 15 stycznia 2016

2 minuty filmu przed Kolędą;)

Jutro wizytuje nas Ksiądz Proboszcz. Właśnie niedawno wróciłam z miasta i zastałam wszystko tak jak zawsze, czyli głodnego psa i kota, zaśnieżony doszczętnie chodnik, pustkę w lodówce i brak gazu pod kuchenką;) Nie wspominam o stanie kuchni, korytarza, etc. Było mi nawet szkoda czasu na zwyczajowe osunięcie się na ryczkę.
Pół godziny i cały batalion po zbiórce, odprawie i krótkim opieprzu. Wystarcza - jak się okazuje - niecała godzina, by wszytko nabrało zupełnie innych kolorków;) Kuchnia błyszczy, śmieci "przymiecione", jak czytamy w "Konopielce", obrusy wyprasowane, psy i koty najedzone po kokardy, chodnik wylizany ze śniegowego puchu, a pełniutka butla stosownego gazu czeka tylko na chęć gotowania;) Ach... Bez gospodyni wszystko tylko popada w degrengoladę i entropię...
A pleban jutro może mnie nie zastać;) Bo jeśli przyjdzie za wcześnie - niestety... ale mam umówione spotkanie z Dżinem;) Tylko ta myśl trzymała mnie dzisiaj w pracy...
W zeszłą sobotę mieliśmy (tzn. ja i mój arab) tak wspaniały galop, oczywiście - pełen błędów i wypaczeń, ale - jakaż satysfakcja! Są różne jazdy - lepsze i gorsze dni, ale gdy wszystko wychodzi i czuje się prawdziwy kontakt z koniem, i uda się zrobić to, czego nigdy wcześniej jeszcze nie - cały tydzień czekasz tylko na powtórkę z rozrywki;) Jabłuszka dla konika, czapsy się grzeją - ach... poprawić te błędy, znowu cośtam schrzanić, żeby znowu mieć  co poprawiać - ach... Wiecie jak to jest z tym żeglowaniem: "Navigare necesse est..."
Jutro - tylko konie, konie, konie - potem może przychodzić Ksiądz Proboszcz;) Mam nadzieję, że zrozumie - w końcu - już tacy bywali;) Nie musicie całego filmu, ale bardzo proszę - tylko od 36.40 do 38.50 - dwie minuty, ale jakie;))) Klasyka nigdy się nie nudzi i - zawsze ma rację.

https://www.youtube.com/watch?v=aQfLnMGwe20

A pisałam, jak to prawie w rocznicę mojego debiutu w zastępie zostałam omc czołową?;) Chyba nie, ale nie pamiętam... W każdym razie - własnym tempem, ale robię postępy... Ach... jutro postępuję sobie... I - ha-  ha...
PS. Kto wie, gdzie jest kropidło?





środa, 13 stycznia 2016

Radio Strzała padło...

Uwaga, uwaga, podaję komunikat specjalny: padło radio w Strzałeczce. Tzn. zapewne ma to pewien związek z nad wyraz poważną energetyczną zapaścią mojego auta jakiś czas temu, na pewno także da się naprawić, nad czym popracuje w weekend MM (bo już jesteśmy po słowie), ale - póki co - nie ma radia:-(
Co tu robić, gdy nie ma radia w samochodzie? Ano - samemu trzeba śpiewać.
Dzisiaj zatem każdy, kto chciał skorzystać w ten piękny błotno-śniegowo-deszczowy dzień z komfortu przejażdżki Strzałeczką z kierowcą Kretem ( a wierzcie mi - pełno takich było), musiał słuchać tego oto szlagieru, który nieodparcie przychodził mi dzisiaj sam "pod nogę". Nikt specjalnie się nie zdziwił, a byli tacy, którzy i wtórowali;)
Książę Małżonek po swojemu stwierdził, że "nie ma pojęcia skąd mi się to bierze". Jak to skąd? Z kołobrzeskiego festiwalu - przecież to jasne;) To były czasy... Kto pamięta - śpiewa razem z Kretem:


Jutro śpiewam taki kawałek - kto jeździ ze mną?


PS. Oprócz tego, że nie działa radio, nie działają też wszystkie zegary, budziki i wskaźniki - ale auto działa;) Nigdy w życiu czegoś takiego nie doświadczyłam jeszcze, jak jeżdżę ho, ho, ho... - ale jak to mawia MM: "Wiele już dziwnych rzeczy w tym aucie widziałem"... - Hm... Co mógł mieć na myśli? Czyżby go zdziwił bat na desce rozdzielczej? Kostium kąpielowy na tylnym siedzeniu? Czy egzemplarz wiadomej powieści w schowku? Wiem! - na pewno pewien zakurzony nośnik danych z kursem francuskiego!

wtorek, 12 stycznia 2016

Co wie o mnie Sieć?

Całkiem dużo. Nie wnikam w to, co NAPRAWDĘ  o mnie wie. Przeraża mnie to wszystko i przerażać będzie nieodmiennie, gdyż nie wierzę Sieci. Jeśli jednak chcemy z niej korzystać, godzimy się na pewne kompromisy, które potem skutkują - o tak.
Oto, jaką preferencję dostałam dziś na srajfona - "zgodnie z historią przeglądania" - naprawdę - strach się bać;) I zachodzę w głowę - co też ja oglądałam ostatnio?
Preferencja wygląda tak:


Kto jest przerażony tak jak ja???

środa, 6 stycznia 2016

Styczniowy śnieg i listopadowy deszcz

Pada śnieg. Jest bajkowo. Jutro święto - nie trzeba nigdzie jeździć, nic robić, odśnieżać... no i dobrze, bo pada zawzięcie;) Z okna na strychu świat nie wygląda tak różowo, raczej wpada w łosoś, dzięki odcieniom lamp ulicznych, które i tak niedługo zgasną.



Dalej nie mam auta - nieźle się posypała Strzałeczka. No nic - z desperacji przeszłam dość płynnie do stoickiego spokoju, wdrożyłam plan "B", zaufałam MM-owi i dolałam sobie śliwowiczki. Trudno.
Wieści nie są najlepsze. MM ma metodę - jak jest dobrze - smsuje z frontu, jak jest źle - milczy. Dziś milczał cały dzień...
Okopaliśmy się zatem w domku, naznosiliśmy opału, upiekłam jabłuszka z cukierkami tofi i cynamonem, nawet fajna ta zima;) Chociaż zimno jak jasna cholera. Dzisiaj rano znowu  minus 15, teraz "tylko" minus 10;)
Zwierzęta wciąż głodne, racje żywnościowe odpowiednio zwiększono;)
Kurier dowiózł książki - co szczególnie nas ucieszyło w tych okolicznościach przyrody. A Książę Małżonek zapodał takie coś - miód na moje uszy - po prostu kocham tych kolesi... Mam z nimi takie wspomnienia: walkman sony, kasety z Gunsami i Nirvaną, wypchany plecak, pełno nas w pociągu w góry, flanelowe koszule, grube swetry (ja zawsze miałam najpiękniejsze, dzięki Babci), za oknami dnieje, wjeżdżamy w Beskidy... Fajnie było wtedy. Ale fajniej teraz;) A panowie podobno się "zeszli" i będą grać;)


I niech grają jak najdłużej!
PS. Oto mój typ, jeśli o nich chodzi:


Branoc;) Idę spać. Aktualnie w łóżku czeka na mnie dwóch facetów, a trzeci grzeje mi właśnie nogi;) Na panujące obecnie temperatury to układ idealny;)

Dodatek extra: fotka pieczonych jabłek z tofikiem dla Barbary:


Z tofikiem jest tylko jedno (ostatnie), reszta ma po pół daktyla.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Wałka z gruchotką;)

Kto nie wie, co to jest wałka z gruchotką nie ma pojęcia o życiu.
Nie wie pewnie również, jak to jest, gdy wchodzi się z mroźnego, szklistego, zatykającego dech w piersiach powietrza prosto w ciepły korytarzyk z ryczką do osuwania się, w którym pachnie wałką z gruchotką.
Po prostu obezwładniające uczucie. Natychmiast robi się cieplutko, kurtka sama zawiesza się na kołeczku i już jest się w kuchni, przy starym stole z blatem zrobionym z nierównych desek, przykrytym wiadomą ceratą.
Na nim leżą sobie właśnie świeżo wyjęte z pieca wałki z gruchotkami. Całe dwie.


Nie, przepraszam, ostatni komunikat już nieaktualny.

sobota, 2 stycznia 2016

Hm... jestem minimalistką;)

Tak. Tak się zdiagnozowałam na podstawie kilku blogów minimalistów i przejrzeniu kilku książek o minimalistycznym podejściu do życia. To o mnie!  Co prawda te fragmenty, gdzie wszyscy piszą i opowiadają jak jeden mąż o nie-posiadaniu i o redukcji rzeczy wyjątkowo mnie wkurzają, gdyż z narastającą materią walczę od kiedy pamiętam - odnoszę jednak na tym polu same porażki. Książę Małżonek bowiem i Księżniczka to typowi przydasiowi zbieracze-chomiki. Wyrzucam naprawdę tony niepotrzebnego stafu typu pognieciona papierowa choinka zrobiona 3 lata temu na święta przez Księżniczkę czy kolejna plastikowa figurka przywleczona w jajku... Ale przegrywam i tak.
Poza tym jednak jestem minimalistką. Nie mam wielu rzeczy, które od zawsze uznawałam za nieprzydatne zabieracze miejsca: telewizora, anteny satelitarnej, ekspresu do kawy, mikrofalówki, maszyny do pieczenia bułek, wieloczynnościowego robota kuchennego, automatycznej krajalnicy do chleba, suszarki bębnowej do bielizny, wirówki do sałaty, smartwatcha, stojaka na wino, wieszaka na patelnie, półeczki na przyprawy... Na większość z nich nie mam po prostu miejsca. Bo - wzorem minimalistów - mam bardzo mały domek. Jedynie co do książek nie jesteśmy minimalistyczni, co nie od dziś mnie martwi, bo powierzchnia kurczy się zastraszająco... Dzięki kundelkowi jednak, na którym przechowuję już prawie setkę pozycji - miejsca jest i tak dużo więcej.
To, co mam musi jednak być sprawne, bo jest codziennie używane. Każda więc "fala awarii", bo awarie zawsze nadchodzą falami, stadami, ławicami - sieje grozę w moim malutkim domeczku. Zaczęło się od auta. Padło wiele naraz w mojej Strzałce, jak nigdy - sama elektryczność. MM chętnie by naprawił, ale przed Świętami już nikt nie pracował jak należy i nie dojechały części. Tak więc po świętach wróciłam cudem - jedynie dzięki Mojemu Kochanemu Tacie;) I wjechałam prosto do warsztatu MM, gdzie Strzałeczka cały czas sobie jeszcze stoi...
Coś mi jednak mówiło, że to nie wszystko. Gdy włączałam pranie, co czynię prawie codziennie - intuicja podpowiadała mi, że pralka jest następna w kolejce, gdyż - szalenie potrzebna. No i miałam rację - pierze, ale śmierdzi spalenizną... W związku z czym nie piorę (wiadomo, jak to wygląda w łazience...) - czekam, aż skończą się wreszcie te Święta, żeby zawołać kogoś kompetentnego... Widmo prania ręcznego i suszenia tego wszystkiego w "sprzyjającej" temperaturze - minus 12 stopni - taaaa - piękny obraz...
Ale minimaliści są optymistami. Ja też jestem optymistką, gdyż wiem, że nie zepsuje mi się już na pewno telewizor, mikrofalówka, robot kuchenny, ekspres do kawy ani stojak na wino;) I to jest coś!