Popularne posty

sobota, 9 listopada 2013

"Sikać czy nie sikać - oto jest pytanie..."

Nie dla ludzi o słabych nerwach!!!
Oto, co przydarzyło mi się w ostatni poniedziałek, a gdzie??? W pociągu - rzecz jasna!
Pociąg był wypełniony po brzegi pasażerami powracającymi ze świątecznego weekendu, nie było dosłownie ani jednego miejsca, a moje zawdzięczałam miłemu kolejarzowi. Siedziałam więc grzecznie, o jakiejkolwiek zmianie miejsca nie mogło być mowy, nie mogło być nawet mowy o wyjściu na korytarz, gdyż tam królowała brać studencka siedząca na rollwalizkach z laptopami na kolanach.
W przedziale odbywał się teatr jednego aktora, o czym na początku, jak łatwo się domyśleć, nie miałam zielonego pojęcia. Aktorem był mężczyzna w zaawansowanym wieku emerytalnym, który swoje wdzięki roztaczał przed dwiema równoletnimi mu paniami, które los mu zesłał i posadził naprzeciwko.
Pan opowiadał o swoich problemach z sikaniem. Godzinę prawie. Pewnie zresztą dłużej, bo od początku zauważyłam, że wszyscy w przedziale zachowują się dziwnie: parskają, wymieniają porozumiewawcze spojrzenia i kwiczą sobie w kącikach do komórek.
Pan mówił głośno o tym, jak to często sika, jaki mocz ma kolor z rana, a jaki wieczorem, co się dzieje, kiedy wypije kawę i dlaczego nie może tego robić, co mówił mu lekarz, jakie badania wykonywał, no słuchajcie wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Im bliżej byliśmy Poznania, tym pan mówił głośniej, próbując zwłaszcza oczarować tę spod okna - szykowną kobietę w bordowym kapeluszu. Cały wagon słyszał więc, że:
"A nad ranem to mocz jest taki gęsty i prawie brunatny, to wtedy piję wodę i znowu jest żółty, ale nie słomkowy, a powinien być taki raczej słoneczny"
"Posadziłem kilka krzaków żurawiny, bo to dobrze robi na pęcherz, ale tyle tego jem, że mi syn powiedział, że plantację powinienem założyć, a ja tylko osiem krzaczków mam!"
"Może pani wpaśc do mnie na Ogrody, zobaczyć moją żurawinę, chętnie dam pani woreczek suszonej, bo tak w sklepie to osiem złotych kosztuje"
"A po herbacie to mnie tak nie pędzi, ale po kawie, pani kochana, to zaraz lecę!! Ledwie portki rozpiąć zdążę!"
Wybrałam mniej drastyczne wypowiedzi, bo niektóre były naprawdę "pojechane", na przykład historia o tym, jak to młoda pani urolog wzbudziła w nim nagłe pożądanie, no i nie mogło być badania - sic!!!! ("No stanął mi od razu!")
Bajanie to wkurzało szacowne towarzystwo, ale nie pomagały prośby i zapewnienia o tym, że "nas to, panie, nie interesuje, my nie chcemy słuchać!!!" - nic. A tuż za Dębiną padła deklaracja wprost: "Pani kochana, ja to do seksu się nadaję bardzo, tylko to sikanie, ale poza tym - wszystko sprawne mam!"
W mieście pani w bordowym kapeluszu zmykała po peronie jakby ją goniło stado wilków, a my - publiczność - rozchodziliśmy się z lekkimi uśmiechami na twarzach.
Tylko aktor został sam, na pustej scenie, tragicznie smutny - to naprawdę ciężki zawód. Zapewne udał się wprost do toalety na Nowym Dworcu, bo - jak mówił wcześniej - bardzo mu się tam podoba.

96 komentarzy:

  1. O matko, Kretowata, pierwsza załapałam się na te rewelacje! Zaczynam Ci zazdraszczać podróży. Całą drogę do Poznania wytrzymał bez sikania? Szkoda, bo mógłby opowiedzieć, jakiego koloru aktualnie jest jego mocz.
    U mnie normalnie, bez rewelacji.
    Muszę się namknąć, teraz będą montowane rutery i inne bajery, a co to oznacza, wszyscy wiemy. Ale niech tam, może uda się od razu i wreszcie będę nadawać bez łaski. Narka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy jest czego zazdrościć - to była ciężka godzina;)))
      A pan sikał, sikał, wychodził i relacjonował;)

      Usuń
  2. Cóż, nie tylko Sokratesi jeżdżą PKP. Postrzeleni przez różne bóstwa również. Amor go jeszcze nie opuścił, a prostata kłopotów nastręcza i życie utrudnia. I żadnego zrozumienia wśród słuchaczy.
    Urologia jest bardzo ciekawą dziedziną nauk medycznych, nawiasem mówiąc.
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  3. Koszmar, tak naprawdę. Co ci ludzie mają, że tak lubują się w takich fizjologicznych opowieściach.
    Kiedyś wracałam ze Szczecina i pańcia w przedziale z detalami opowiadała o chorobie swojego męża, zmarłego na raka płuc. To była jazda! Znalazła sobie dwie podobne sobie słuchaczki i rozmówczynie i całą drogę nadawały z lubością na temat chorób, dolegliwości itp. Nie mogłam jakiś czas dojść do siebie po tej podróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znałam panią, która nosiła ze sobą woreczek z kamieniami żółciowymi wydobytymi z siebie i pokazywała wszystkim te precjoza.

      Usuń
    2. Coś jak Wróżka Zębuszka?

      Usuń
  4. Prawie się posikałam z zazdrości, że miałaś taki sikowny spektakl!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprost perlił się kaskadą słów!

      Usuń
  5. Kretowata, tobie to się zawsze coś ciekawego przytrafi... A w kwestii "narka", i "pozdro", to czy znacie ten kawał?:
    co powiedział ksiądz, (który chciał się przypodobać młodzieży szkolnej) , wchodząc na lekcję religii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy Hana trafiła? Umieram ze śmiechu i chyba w nawiązaniu do posta się zaraz posikam, bo zamiast do wc siedzę i piszę

      Usuń
    2. Pacjanie, podziel się z nami wrażeniami!

      Usuń
    3. Wrażenia boskie i kolor jak najbardziej

      Usuń
  6. Sama nie wiem czy się śmiać, czy płakać czy lecieć siku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Śmiać się i lecieć siku. Tylko kolor sprawdź.

    OdpowiedzUsuń
  8. Raz w życiu chciałam się posikać w majtki w komunikacji miejskiej, ale nikomu o tym nie opowiadałam. Jechałam takoż autobusem do domu, a byłam wtedy w wysokiej ciąży, wiadomo, sikać się wtedy chce, co kilka minut. Jechałam jakieś 15 minut, a kolejne 15 to były modlitwy, żeby szybciej, szybciej, bo się posikam........Dotrwałałam jakoś, ale po wyjściu z autobusu normalnie kucnęłam od razu i zrobiłam, co trzeba. Koloru nie sprawdzałam:) Dobrze, że było ciemno i na wsi. To był jedyny raz, poza okresem niemowlęctwa, kiedy miałam zamar zrobić siku w majtki całkiem świadomie.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz w życiu zrobiłam siku w majtki całkiem świadomie. Jakkolwiek, w majtki miałam włożone pieluchomajtki dla dorosłych. I wypiłam duuużo piwa. I nie byłam sama. Było nas chyba sześcioro, opiekunów osób niepełnosprawnych fizycznie i umysłowo, na obozie letnim, późnym wieczorem, po pracy i jakoś nagle wpadliśmy na pomysł, że trzeba sprawdzić, jak to jest, jak się w pieluchę naleje, czy to faktycznie wchłania się, i można z pieluchą funkcjonować bez natychmiastowej wymiany. No tak sobie siedzieliśmy plenerowo, popijając piwo, i od czasu do czasu ktoś informował: "teraz leję". To były czasy...

      Usuń
    2. No i co? Ile razy można tak w tą pieluchę, żeby nie ziębiło w pupę?

      Usuń
    3. A ja się posikałam ze śmiechu kiedyś.

      Usuń
    4. Raz, niestety, i od razu się przelało. Trzeba było zmieniać i gacie, i spodnie...

      Usuń
    5. Ze śmiechu to też mi się trafiło,albo od ataki kichania, ale popuścić:)) Agniecha, czyli pampersy są przereklamowane!!!!

      Usuń
    6. Chyba faktycznie tak. Oni - producenci - wychodzą pewnie z założenia, że dorosły nie będzie sprawdzał na własnej skórze.

      Usuń
  9. Agniecha, zesłabiłaś mnie, o mało nie umarnęłam ze śmiechu, że o sikaniu nie wspomnę. Po pierwszym zdaniu myślałam, że pieluchomajtki są Twoją codziennością. Pomyślałam o konikach, ale zaraz odetchnęłam z ulgą.
    Dzisiaj chyba w każdym zdaniu musi być słowo "sikać" w różnych konfiguracjach. Kretowata, zrób jakiś konkurs.
    Moja koleżanka raz się posikała ze śmiechu. Razem się śmiałyśmy, ale ja dałam radę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podejrzewam, że mimo zapewnień, pan miał znaczne problemy ze "staniem". Pies który szczeka nie ugryzie a krowa która dużo ryczy, mało mleka daje!
    Buahahahaha :DDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  11. Kretowata, ty to masz farta do współpasażerów! Jak nie Sokrates to prawie urolog dzielący się swoją bogatą wiedzą i doświadczeniem. I nikt tego nie docenił, a najmniej pani w bordowym kapeluszu...
    Z sikaniem to mam jedno traumatyczne wspomnienie z jazdy pociągiem sypialnym. Byłam sama w przedziale a pan kuszetkowy był w stanie wskazującym i z lekka obleśnym, co chwilę dopytywał czy czegoś mi nie potrzeba i wyraźnie miał chęć rozgościć się w moim przedziale. Pozamykałam się na wszystko co możliwe i bałam się wyjść do WC. Dokonywałam więc czynów ekwilibrystycznych i kombinowałam z woreczkiem, bo mus był wielki. Udało się połowicznie:((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Mika, takie awanse odrzucić;))))
      A teraz woreczki takie są do pobierania dzieciom moczu do analizy zanim umieją do nocnika;)

      Usuń
  12. No dziewczyny, ja się zaraz posikam w gacie ze śmiechu, a to szkoda będzie, bo mamy już WC i można sikać cy-wi-li-za-cyj-nie. A gaci mam tylko tyle, co na zmianę na długi łikend. Więc pohamujcie się, proszę.
    Piszę oczywiście z R. - nie mamy wody, ale mamy internet ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech żyje internet, co tam woda. A WC to już luksus:)

      Usuń
    2. Macie wszystko, co trzeba';)))

      Usuń
    3. Internet to podstawa. No to Wy już tam macie luksusy Inkwizycjo.

      Usuń
    4. Gaci na zmianę nie mamy - eli bydziecie furt to samo fanzolić ;-)))
      (to Padre godoł po ślunsku)

      Usuń
    5. jo!!! A fest bydymy beblać, bo num tu sznapsy lejum;)

      Usuń
    6. Do Inkwizycji (bo wyżej mi nie wchodzi). Jak to można sikać? A spłukać to pies? Wymborkiem?
      Kiedyś, dawno, mieliśmy z Moim domek na odludziu, bez wody, bez prądu, bez niczego w zasadzie. Ale kochaliśmy to miejsce bezgranicznie i bez zastrzeżeń. Pewien znajomy powiedział wtedy: zobaczysz, jaka będziesz szczęśliwa, kiedy woda zaszumi w spłuczce... Miał rację i wiedział, co mówi - sam to przerobił.
      A swoją drogą, niezłe macie tempo. Kibicuję cały czas.

      Usuń
    7. U mnie najpierw byli goście z noclegiem, a potem zaraz kibel - tego samego dnia;)

      Usuń
    8. My tyż po sznapsach ;)
      Hano, można sikać i spuszczać. Tylko do mycia nie ma. Znaczy - bieżącej wody, zdatnej do picia. Ta do spłuczki brudna. Ale jaka radość jest!!!

      Usuń
    9. A, to mnie uspokoiłaś, bom myślała, że wodę wymborkiem na siuńdach nosicie. Trzeba przyznać, że nasza gwara malownicza jest i dosadna. Znam ją dość dobrze, bo wychowałam się na wsi. Byłam niejako dwujęzyczna. W domu normalnie, poza domem gwarą. Potem był dłuższy epizod miastowy, teraz znów na wsi. A gwara ma się dobrze. I różni się od gwary miejskiej, siłą rzeczy.

      Usuń
  13. Laski Drogie, sikam teraz sama, bo mam pełniutką chałupę gościów - gramy w karty i kto wie, jak to się skończy;)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Pokoż jem o czym mu tu beblumy, rozproszum sie i wygrosz. Szkoda, że nie na bejmy. Bo jak byś wygrała to byś mogła połno pieluchów i gaciów se nakupywać. Na zaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak drugi raz przeczytałam to pojęłam ;)
      Zazdraszczam Hano takiej cudnej gwary!

      Usuń
    2. To wiaruchna u nos tak godo;)

      Usuń
  15. Ciicho, Babcia wygrywa, jak zawsze;))))

    OdpowiedzUsuń
  16. Hana, ja sikam ze śmiechu. Jak Ty już coś powiesz...
    Krecie na zaś byś miała gacie i pieluchy. Grajcie na p bejmy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, skąd to "p" się wzięło

      Usuń
    2. Roghatta!!! JA zabyłam na fest wysłać Ci rogali!!!! Zaro w środe wyśle...

      Usuń
    3. Ja też zupełnie zapomniałam, nawet G. zapomniał, a był też w Posen. No ładnie. Skleroza już się zaczęła.

      Usuń
    4. No właśnie, czekam i czekam na jakieś wieści o rogalach, a tu nic!! Pacjanie, nie daj sobie wepchnąć nieważnych rogali!

      Usuń
  17. Rogata, p wzięło się zapewne z plawiatury.
    Kretowata, rogale w środę? Po ptokach?

    OdpowiedzUsuń
  18. Stare bydziesz słać? Plaskate i zeschniynte? Rogata, nie zgadzaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, nowe! Myślisz, że w środę napiekum nowych? Od puniedziołku leżum w składzie! Rogata, nie zgodzej sie, niech Ci tero sama napiecze!

      Usuń
  19. Ale ja muszę! .Nawet starego jednego choć wyślij, please...

    OdpowiedzUsuń
  20. Albo w kawie, jak Francozy croissant'a, w końcu to też rogal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co będziesz moczyć, rogala czy zęby???

      Usuń
    2. Szufladkę będzie moczyć, przecież ciagle nas kokietuje swoją starością.:-)

      Usuń
  21. Ale ichni croissant bez tych farfocli w środku Jak se wepkniesz do kawy tych makowinów i rodzynków, to się zachłyśniesz!

    OdpowiedzUsuń
  22. Hana, gorzy, jakby Kretowato przegroła, to i z bejmów wyskoczyć musioła ;) I na zaś by jej ino długi zostoły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łe tam, Lidka, oszwabi tu i tam, to wygro. Una frechowno tako, do rade.

      Usuń
    2. Babcia zgarnęła pulę, dopiła whiskacza i pojechali;)

      Usuń
  23. To nie będę pić tej kawy, tylko tak zmiękczę te rogale stare. Albo zjem łyżką z filiżanki wszystko razem. Nie wiem sama. Teraz, jak Kretowata przypomniała, to mam taką ochotę, a w domu nic słodkiego. Umrę z tych zachcianek

    OdpowiedzUsuń
  24. Ugotuj sobie budyń. Zapycho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pycha!!!! Z jajek od Tatowych kurek - mniam, kiedyś jadłam, teraz mniej, bo jajka coraz rzadziej spożywam;)

      Usuń
  25. Budyniu i kogla-mogla nie trza gryźć. Ino łykać.

    OdpowiedzUsuń
  26. Budyń bezpieczniejszy. W koglu-moglu to i salmonella lubi siedzieć. Nie dość, że bez zębów, to jeszcze z salmonellą? Nie, Owieczko, budyń, ewentualnie kisiel. Ale budyń lepi zapycho.

    OdpowiedzUsuń
  27. Kisiele już 3 zjadłam i nic, ale znalazłam jeszcze zamrożony sorbet truskawkowy i usiłuję coś wyskrobać, bo zamarznięty na kość.
    U nas co parę minut przerwa w dostawie prądu. Nie pada, nie wieje, a już od 3 dni wieczory przy świecach. Co roku to samo.

    OdpowiedzUsuń
  28. Mnie takie wieczory już przestały dziwić. U nas na wsi. To jak nadajesz bez prundu?
    Jak jestem na głodzie, to i wiórki kokosowe spożyję. Poszukaj, na pewno masz w szafce w kuchni. Albo w kredensie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Dżemów cały sklep mo, a nie wi, co słodkigo zeźryć;)
    Wyśle ci zaro świże ino że w środe dopiro;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własne, to pewnie już się znudziły.

      Usuń
  30. Muszę spadać. Mój istny znowu z tym ruterem wyczynio. Narka i pochwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tyn istny, jo tyż ide spać, a najsamprzód sikać - goście pojechali (babcia, naturalment, wygrała w cuglach), pies sie dobijo wysikany, czas lulu;)

      Usuń
  31. Czytam regularnie bom juz uzalezniona ;) ale po raz pierwszy komentuje i musze napisac, ze chyba nie ma takiego drugiego bloga " do tanca i do rozanca " jak blog Kretowej ;) Jestescie swietne kobitki i tak trzymac a jak jestesmy juz przy temacie sikania to nie zapomne jak kiedys w latach 90 tych kupilam z kuzynka paczke czipsow i wygralam jeszcze stare 5000 zeta, ktore bylo zawiniete w kostke i zapakowane w plastikowy woreczek. Moja kuzynka jak to zobaczyla to doslownie posikala sie ze smiechu i wracalysmy do domu polami bo miala wszystko mokrez nogami lacznie :D Dobrze, ze to bylo lato i pozne popoludnie ale do dzis pamietamy to obie a ona robi sie czerwona ze wstydu jak sobie to przypomni.Pozdrowienia i chyba jutro upieke rogale bo takiego smaka mi narobilyscie drogie Panie, ze az mnie skreca ... Aga
    Rogata wpadl mi w oko pewien dom dla Ciebie, ma piec, obore i duzo ziemi wiec moze Cie zainteresuje, podaje linka http://otodom.pl/dom-mirsk-400m2-9-pokoi-249000-pln-id22169261.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, dzięki, kobito za dobre słowo;))) Zawsze cieszy nowy czytelniczy duch, a zwłaszcza komentujący;) Rogata ma ZAKAZ wyprowadzania się gdziekolwiek, nałożony przez mnie, bo w te Izery daleko jak cholera, a tak to mam ją pod bokiem - godzinka w te i godzinka nazad;)
      Kuzynka świetna, ja nigdy niczego w chipsach nie znalazłam, ale może dlatego, ze nie szukałam;) To i nie posikałam się;) Za to zaraz to zrobię, bo jak sobie was wyobrażę, jak idziecie "przez zboże", bo posikane portki, to sama zaraz popuszczę;)

      Usuń
    2. Aga, dzięki Dobra Duszo, zaraz oglądam. Ja nic nie robię, ino domy oglądam i w necie i w realu. Nara

      Przez Hanę to się naprawdę posikałam ze śmiechu. Ona mnie wykończy.
      Dobrej nocy Wszystkim. Jutro jestem na Dniu Jeża i imprezuje. Pojawię się w poniedziałek.

      Usuń
    3. A co to Dzień Jeża????

      Usuń
    4. Tu:http://megimoher.blogspot.com/2013/11/wymarzony-dom.html
      na samym końcu jest plakat.

      Usuń
    5. No co tu, Kretowato, jaki ZAKAZ? Rogatej nie zakażesz, i tak zrobi co zechce! A w Izery dałabym jej NAKAZ, bo to blisko do mnie.:-)

      Usuń
    6. Nakaz czy zakaz - ona i tak nie posłucha;) A jak nam się na Podlasaie wyniesie, to co???????

      Usuń
    7. To wszyscy będą płakać, oprócz Kamfory i Jagody.

      Usuń
  32. Rogata to może i kombinuje, ale Owce się mogą nie zgodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że jak Rogata się uprze to i owce nie dadzą rady.
      Agniecha, dzięki za link!

      Usuń
  33. Kretowa, ja sie nie posikalam tylko mi lzy lecialy po policzkach i bolal mnie brzuch ze smiechu, ledwo doszlam do domu ;) Dziewczyny kochane, Rogata Owieczka marzy o zmianach a przeciez jej owieczki potrzebuja duzo miejsca a ten dom ma wszystko dla wszystkich, chyba nawet troche lasu i moze jakie jeziorko albo stawik sie tam znajdzie. Podlasie odpada bo wiekszosc Dziewczyn mieszka w Izerach a ten dom znajduje sie bardzo blisko Inkwizycji, Kyji i Anandy ;) Jakby co, to sluze pomoca i jak cos znajde to podrzuce linka bo nieruchomoci to moje zboczenie a w szczegolnosci stare domy...Kretowa nie ma co plakac bo bedziesz miala gdzie jezdzic na urlop ;) a ja CI powiadam, ze to Ty masz ZAKAZ opuszczania swojej wsi bo skoncza sie wiejskie opowiesci i relacje z podrozy pociagiem, na ktore zawsze czekam z niecierpliwoscia ;) Spadam Kochane bo mi sie przypali ciasto zatem zycze wszystkim milej niedzieli. Buziaki. Aga ( nie mylic z Agniecha )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypaliło się??? Bo ja lubię przypalone...

      Usuń
    2. Aga, szukaj jeszcze, bo ten nie pasuje nam. Bo "za daleko (sic!) od Wlenia., za płasko i nie ma stodoły, i budynku gospodarczego. Jeśli w ogóle to tylko M., ale z ziemią". A skąd ja kurna mam wziąć tam ziemię?

      Usuń
  34. Dajcie spokój z tym sikaniem. Sączę Lecha, a do kibla mam 13 schodów,a klatka schodowa jak w ofercie z "otodomu". :)
    Swoja drogą, jak się po dłuższym czasie niebytu w błogosferze powraca, to chyba winno się z czteropakiem zasiąść. Takie zaległości mam....

    OdpowiedzUsuń